Ulubione kosmetyki w lutym

Ulubione kosmetyki w lutym

Ulubione kosmetyki w lutym


Chciałam zrobić TOP 5 miesiąca, ale nie mogłam wtypować piątego produktu, więc będzie wielka czwórka:))




Krem z 10% kwasem migdałowym i płyn bakteriostatyczny z 2% kwasem migdałowym od Pharmaceris – na mojej twarzy pojawia się co i rusz jakiś pryszczol, dzięki tym dwóm preparatom po pierwsze jestem w stanie niektóre zdusić już w zarodku (szczególnie płyn ma takie działanie), a to co się już wykluje, to szybciej się goi. To działanie, które w szczególności zauważyłam, zobaczymy jak będzie z przebarwieniami, które niestety zostają mi po pryszczach. Dam znać za kilka tygodni. 




O Essie Sand Tropez rozpisywałam się tutaj <klik>, ale kocham, co poradzę. Zdetronizowały moje czerwienie… więc coś w nim musi być! 



Podkład z Iwostinu matujący w kolorze 01 – miałam sporą próbkę (10ml) i  jestem bardzo zadowolona z tego podkładu! Po pierwsze ładny, jasny, beżowy kolor. Po drugie nie wymaga przypudrowania – ostatnio zaczęłam się bardzo łuszczyc, mam milion suchy skórek, a ten podkład tego nie podkreśla i mogę go nie pudrować (każdy puder mi je podkreśla), a trzyma się cały dzień na mojej tłustej cerze. Nie jestem wybitnie matowa, ale utrzymuje cały dzień akceptowany blask;) skóry. Sam podkład jest gęsty, kremowy.


Znacie jakiś moich ulubieńców?
Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Wyczerpani w lutym

Wyczerpani w lutym

Wyczerpani w lutym

W tym miesiącu jakoś mi nie poszło… 


W ogóle coś do czego nie mogę się przyzwyczaić po zmianie mieszkania na dom, to kwestia śmieci... panowie przyjeżdżają 2x w miesiącu po śmieci "ogólne", a po posegregowane 1! raz w miesiącu... Kwestii, że brakuje mi Rossmanna i galerii po drodze z pracy do domu nie wspomnę:P Bo teraz nadal mam niedaleko pracy, ale to w drugą stronę...



  • Płyn dwufazowy z Lirene – zostało na 2 użycia, ale już focę. Jest okay, nie szczypie, dobrze zmywa, ale nie ma jakieś tam rewelacji. Niedługo opiszę na blogasku.
  • Woda Uriage… klasyk u mnie, ale nie mogę zebrać się na recenzję.


  • Bibułki matujące z Wibo i Kobo – opisywałam niedawno <klik>. Do Wibo wrócę jak tylko zahaczę o Rossmanna – bo teraz Rossmann to wyprawa dla mnie;)
  • Maseczka regenerująca z glinką brązową – pachnie kakao… nie lubię takich kosmetyków – czekolada idzie do buzi, a nie na ciało;) Ładnie nawilża i niweluje suche skórki. Maseczka kojąca z glinką różową – ślicznie pachnie, nie do końca sobie radzi z suchymi skórkami, czy skóra jest ukojona? Tak.

  • Oliwka Babydream fur Mama – kocham za zapach, to moja 2 czy 3 butelka. Ładnie nawilża ciało, ślicznie pachnie, fajny dziubek. Wrócę na pewno do niej i z notką o niej.
  • Saszetka Biovax do włosów słabych i ze skłonności do wypadania – cóż mogę powiedzieć o jednej saszece… nic;) w dodatku poszłam z mokrymi włosami spać i miałam siano, a nie włosy.
Zużyłam też ulubione płatki z Babydrem, te biedronkowe też. Ale to u mnie hurtowo schodzi;) i zużyłam jeszcze odżywczy szampon Aleppo z Palneta Organica, ale mój Ukochany wrzucił opakowanie, a worek zabrali już śmieciarze - gdyby nie to kazałabym mu wyciągać:P O samym szamponie będzie jeszcze notka.


Wam poszło lepiej?
Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Zakupy w lutym

Zakupy w lutym

Zakupy w lutym

Jakoś mi się uzbierało;) Przede wszystkim stwierdziłam, że skoro kwas migdałowy tak dobrze działa na moją buzie, to uzupełnię swoją pielęgnację o  ten składnik.


I tak zakupiłam krem do twarzy z Pharmaceris z 10% kwasem migdałowym (31,99) – kocham ten krem. Ładnie goi niespodzianki na twarzy. Dorzucałam też płyn antybakteryjny z 2% kwasem migdałowym (23,19). Muszę stwierdzić, że zabija pryszcza nim się pojawi! Czułam, że coś mi się robi na skroni, posmarowałam płynem, potem jeszcze raz wieczorem i rano nie było śladu! Nie miałam też żadnego peelingu i wybrałam też z Pharmaceris T oczyszczający dermo-peeling (28zł), ale ten wybór raczej słaby był. I swoją drogą cena tych kosmetyków w Hebe bez promocji jest taka jak w Supeerpharmie podczas pro…


Kupiłam też kremowy żel do twarzy z Loveny (4,99) – ślicznie pachnie, ale chyba mnie zapchał…Wpadłam też w jakiś wir maseczkowania i kupiłam z glinką różową – kojącą i dotleniającą z Ziai. Różowa bosko pachnie! Cena 1,59 za sztukę. Przygotowuję też posta o maseczkach z Ziai:) Płyn micelarny z Garniera wpadł mi do koszyka w spożywczku (15zł), ale stwierdzam, że nie lubię zmywać oczu takimi płynami. Do twarzy taki sobie. Wolę ten biedronkowy.


Lakiery  - EssieSand Tropez już pokazywałam <klik> 24,99. Suksiłam się też na biały piasek z Lovely, ale jest brzydszy niż myślałam;) pewnie oddam Sisi – 8,99. Mam też jakąś manie na kropeczki i kupiłam czarny lakier do niech właśnie Wibo, 5,99. W Naturze zobaczyłam matowe lakiery L’Oreal  w kolorze czerwonym… nie potrzebowałam go, ale 3,99…  Golden Rose Rich Colour nr 57 – piękny mocny róż, w ciemny świetle wpada lekko w czerwień, 6.90.Bardzo przypomina Essie Very Crnaberry <klik>.  


W końcu posiadam wannę:D kupiłam olejek do kąpieli z Bieleny Zielona herbata i trwa cytrynowa (11,99) ale mam wrażenie, że przesusza skórę. Gąbeczki Calypso (3,99) najlepsze do zmywania maseczek. Kupiłam też łyżeczkę uny do wyciskania wągrów (9,90), ale nie umiem z tego skorzystać. Przy okazji wrzuciłam rzęsy Ardell Demi Wispies, bo były za 11,50. Są dłuuugie;) Moje masełko z Nivea znowu mi się gdzieś zapodziałko i kupiłam pomadkę Sylveco o zapachu cynamonowym (9,99) – zapach czuć tylko po przytknięciu opakowania do nosa, na ustach wcale, a wcale...


W Biedronce zakupiłam świeczki jabłko z cynamonem – pachną pięknie, tak ciepło i słodko (3,99). Wąchałam też wiśnia z czekoladą, ale ja mam zasadę nie mieszam owoców z czekoladą, nie lubię takich zapachów/smaków – no nie i już;) Wrzuciłam też sól do kąpieli trawa cytrynowa i bambus (3,79) z myślą o wrzuceniu jej do woreczków i do szafy, aby ładnie pachniały. Sam zapach jest lekko kwaśny i świeży. Od dłużego czasu nie mogę znaleźć mini spray z Brise o zapachu świeżej bawełny – te górskie z Biedronki są godnym zastępcą (7,99). Wrzuciłam też do koszyka tonę wacików – te aloesowe i nowe kwadratowe. I saszetkę biowaxu, którą już zużyłam:P 

Uff. Dużo tego;) ale już idą do mnie nowe woski:D


I tu jeszcze wygrana z Kolastyną - jednak większość oddałam Siostrze. Wystrzegam się parafiny ogólnie, zostawiłam sobie serum termoaktywne i maseczkę oczyszczającą.

Na zdjęcia nie załapała się baza do cienie z Lumene, ale o niej niedługo:)

Jak tam Wasze zakupy w lutym?

Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Mini saga o bibulkach matujacych

Mini saga o bibulkach matujacych

Mini saga o bibulkach matujacych

Bibułki lubię i korzystam namiętnie. Nie tylko w trakcie dnia, ale też do oczy przed nałożeniem bazy, czy pozbyć się tłustości kremu.

Dziś przegląd tych, które wpadły mi w ręce w przeciągu kilku ostatnich miesięcy.
Moje egzemplarze to:



  • Te z Kobo z pudrem – cena 9.90 za 40 szt.
  • Te z Inglota – cena 19,90 za 50 szt. często w promocji przy zakupie powyżej 30 zł za 9,90
  • Te z Wibo – cena 5,99 za 50 szt. – choć widziałam, że zmieniły ostatnio szatę graficzną.

OPAKOWANIE:
  • Kobo – ładny matowy kartonik, bardzo najs, choć trochę się pogiął.
  • Inglot – zgrabny kartonik bez żadnych udziwnień, lubię. Jest trwałe, dobrze się zamyka, nie pogniotło się.
  • Wibo – miękki kartonik, który szybko traci na sztywności, dupy nie urywa.


WYMIARY BIBUŁEK:


Inglot minimalnie mniejszy niż od pozostałych.

Inglot oferuje nam „ceratowe” bibułki. Efekt okay, ściągają sebum, ale nie lubię ich używać, bo dziwnie się kleją:/ I zawsze wychodzą mi z opakowanie 2-3 sztuki zamiast jednej.
Kobo – idealne do osuszania moich ultra tłustych powiek. Do twarzy średnio lubię je stosować, bo są pudrowe, ale efekt na oczach najfajniejszy. Co samej twarzy nie tak fajne jak Wibo. I denerwuje mnie ich pudłowatość, czuć ją w dłoni.
Wibo – wielki przyjemniaczek, wrócę do nich jeszcze nie raz. Dobrze ściągają sebum, ładnie się odklejają, wszystko w porządeczku:D

Te z Inglota mi się kończą i zaraz spróbuję nowej wersji z Wibo – mam nadzieję, że tylko opakowanie się zmieniło.

--
Jakoś w nowym domu nie mogę znaleźć dobrego miejsca do robienia zdjęć i straaaasznie mnie to irytuje – nie wiem kwestia tła, chyba wrócę do swoich paseczków i zobaczę. Z rzeczy pozytywnych zamówiłam toaletkę! Stolarz twierdzi, że zrobi w 2 tygodnie, ale je jestem pewna, że będzie to kwestia 3-4. Córka majstra wie takie rzeczy;) jeszcze poszukam tapicera i będę wszystko mieć w całości. Nie mogę się doczekać!! Oczywiście premiera będzię na blogasku.





Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Yankee Candle Snowflake Cookie

Yankee Candle Snowflake Cookie

Yankee Candle Snowflake Cookie

Z zapachem czekałam na zimowe wieczory i południa, ale chyba się nie doczekam takich dni w tym sezonie zimowym. Swoją drogą dni już coraz dłuższe i nawet koło 17 widać jakieś tam słońce!




W opisie można przeczytać:

Wosk z serii Housewarmer łączący w sobie zapach ciasteczek z odrobiną cynamonu, polanych waniliową polewą

Słodkie ciasteczka polane lukrem… ale niestety nie wyczuwam cynamonu ani wanilii. Zapach jest w porządku, ładny, delikatny, słodki, przy zapalonej całej tarcie mógłby być mdły. Dla mnie taki nijaki zapach, brakuje mu pazura!

Moim niekwestionowanym liderem wśród wosków jest mandarynkai żurawina, ale planuję zakup już jakiś wiosennych – polecacie coś szczególnie?



Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Cukrowy scrub z Pat&Rub

Cukrowy scrub z Pat&Rub

Cukrowy scrub z Pat&Rub

Z kosmetykami do ciała z Pat&Rab mam tak, że wszystkie mi śmierdzą tanią, toaletową cytryną. I tak się zastanawiam dlaczego ona wszędzie daje tę okropną cytrynę;) Wersja rozgrzewająca jest najmniej pachnącą tą cytryną, lecz gdzieś tam daleko się przebija, ale pierwsze skrzypce grają goździki. Zapach wg mnie jest lekko wytrawny, nie czuć słodyczy cynamonu jak w pieczonych jabłkach.  Utrzymuje się krótko na skórze.


Samo działanie jest rewelacyjne – peeling zostawia tłustą warstwę na naszym ciele. Jako fanka oliwek do ciała jestem na tak. I jest to naprawdę bardzo tłusta warstwa, którą po prysznicu lubię lekko wetrzeć ręcznikiem, aby nie ociekać tłustością. Jeżeli nie jesteście fankami olejków do ciała – skuście się lepiej na ten z Qrganique <klik>. Czasem używam też scrubu na stopy, ale należy uważać by nie gwizdnać się, bo tłusta wartswa to wielkie ułatwienie do wywinięcia orła. 

Bardzo też podoba stosunek ceny do jakości i wydajności – za 450 ml plastikowy słój naturalnego produktu płacimy 89 zł - taką cenę widziałam w Sephorze,choć teraz na stronie inne peeling są po 95/99 zł, na stronie producenta jest słój 500 ml za 79zł,  polecam czekać na pormocje, ja swoje opakowanie kupiłam go za 59 zł/450 na Agito. Sporą część oddałam Sis, peeling używam raz/2 razy w tygodniu i sobie go nie szczędzę, a nadal jest w opakowaniu. Produkt należy zużyć w przeciągu 6 miesięcy od otwarcia.


Skład bardzo naturalny, mnóstwo olejków – to co moja sucha skóra lubi.


Czy polecam? Zdecydowanie tak. Mam też wersję niebieską, hipoalergiczną, ale ta poczeka do jesieni, bo liczę iż jak skończę to opakowanie, to przyjdzie prawdziwa wiosna i kupię jabłko/rabarbar z Organique. 

Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Okulary Firmoo

Okulary Firmoo

Okulary Firmoo

Ślepa jestem jak kret. I zawsze mnie śmieszy i bawi, jak ktoś mówi, ze ma mocną wadę, a się okazuje, że ma max -2;)  ja mam -7 i widzę z odległości 5 cm. Poznałam jedną osobę kilka lat temu co ma -12;) więc przy niej i  ja się chowam.

Ale, ale miało być o okularach, więc przez większość życia chodzę w okularach, na studiach miałam 3 letnią przygodę z soczewkami, ale ciągłą praca przy kompie i suche oczy spowodowały, że wróciłam do okularów we wrześniu 2012. Soczewki noszę tylko w lato, gdy słońce mocno daje po oczach.

Okulary miałam raz lepsze, raz gorsze;) Z obecnych byłam zadowolona, ale przed Nowym Rokiem napisała do mnie Laura, czy może nie chce jakieś pary od niej. Ceny okularów potrafią być kosmiczne (choć i tak poszłam po najmniejszej linii oporu, o której napiszę niedługo), więc mówię dlaczego nie.

Początkowo chciałam jakieś czerwone:D wiecie korpo dziunią byłabym wtedy na całego, ale bałam się, że będą na mnie lekko za dużo (mam dosyć wąską twarz) i wybór padł na czarno-brązowe oprawki:


Link do strony: http://www.firmoo.com/eyeglasses-p-2371.html#3687 - lecz w tej chwili są niestety niedostępne:(

Sam system wirtualnej przymierzalni – ekstra! Byłam trochę sceptyczna, ale na żywo wyszło lepiej niż mogłam przypuszczać.

Same okulary są lekkie, jak na moją dużą wadę, mimo, że mam standardowy indeks szkieł. Sama ramka jest piękna, Siostra określiła je "gdybym miała nosić okulary, to wybrałabym właśnie te". Facetowi musiałam powiedzieć, że dziubasku zmieniałam okulary co sądzisz;) Co do wykonania – okay, coś lekko trzeszczy, ale tylko jak mocniej przyciśniemy ramkę ręką. Gdyby miała zapłacić za nie, nie byłabym zawiedziona. Musiałam tylko dopasować sobie zauszniki, ale w salonach optycznych robią takie rzeczy za darmo.

Na okulary czekałam tylko tydzień, przyszły w czarnym etui, które się wygięło, ale okulary nie uszkodziły się. Samo etui daje chińszczyzną i zachowałam je tylko do zdjęć i je wyrzucę, bo zapach jest nie do zniesienia. Dodatkowo dostałam lekko wybrakowane, bo wytłoczona nazwa firmy  jest  nie końca widoczna… 


Okulary na szczęście nie śmierdzą. W zestawie mamy jeszcze ściereczkę, śrubokręcik i miękkie etui.


Czy polecam? Tak – jeżeli nie chcecie wydawać majątku na okulary. Pierwsza para ze free,trzeba tylko pokryć koszty przesyłki, informacje tutaj. Możecie też się sami zgłosić do Firmoo i dostać okulary za free, jeżeli macie blogaska <klik>
A tutaj jeszcze ja w całej swojej bladości - jak na samojebkę chyba nieźle, co?;) i nie przerażajcie się tym, że szkła są jak denka od słoika - jak się jest kretem, tak się ma, ja się już przyzwyczaiłam;)




Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Kwaitacja part 2 + rewelacyjna kosmetyczka w Poznaniu

Kwaitacja part 2 + rewelacyjna kosmetyczka w Poznaniu

Kwaitacja part 2 + rewelacyjna kosmetyczka w Poznaniu

Jakoś w wakacje zrobiłam recenzje kawitacji – klik. I sumie o tak, raz na jakiś czas korzystałam  z niej... W listopadzie stan mojej cery uległ pogorszeniu – coraz więcej pryszczy, w dodatku bolące gule, cera wyglądała po prostu brzydko. Stwierdziłam, że pójdę na kwasy i mikrodermabrazję, kiedyś miałam kilka serii takich zabiegów i pomogło. Nie po to kilka lat temu zaleczyłam trądzik, by dać mu teraz szanse na wkradnięcie się do mojego życia (nota bene - chcecie posta o tym jak dość mocno zaleczyłam trądzik 4 lata temu?)

Problemem było jednak znalezienie dobrej kosmetyczki. W osiedlowy salonie totalna masakra – kobieta zrobiła mnie na odwal podczas mikro, totalna kicha. I skasowała za to stówę. Nie poszłam do niej na kwasy. Koleżanka poleciła mi swoją, fajny salonik, baaaardzo przystępne ceny – za kwas 40 zł! Cena w Poznaniu rewelacyjna, okay lekko na zadupiu, ale ja mieszkam i pracuje na zadupiu, więc jest po drodze. Pani jednak nie miała mikrodermabrazji… Za to jest gorąca fanką kawitacji i jakie ona rzeczy nią robi! 


Źródło


Pierwszy raz miałam oczyszczaną twarz za pomocą kawitacji, wszystkie gluty siedzące w moich porach zostały wypchane! Nie miałam pojęcia, że w taki sposób można używać kawitacji. Należy ją mocno przykładać do twarzy, pod różnym kątami i pod wpływem ultradźwięków wszystko wychodzi (wcześniej gładziłam się po twarzy tym urządzeniem, jak miałam tak robione u kosmetyczki....). Traktuje to jako wyciskanie wszelakich rzeczy, lecz nie za pomocą ściskania skóry pazurkami, a wypychaniem ich właśnie ultradźwiękami. W ten sposób jestem sama sobie w stanie oczyścić nos i miejscami brodę. Reszty twarzy nie udaje mi się i się trochę boję;) Rozmawiałam wczoraj  z kosmetyczką i ona sama sobie też nie jest w stanie do końca oczyścić twarzy, więc to chyba standard.

Nos jest bardzo ładnie oczyszczony, nic mi tam nie wystaje i nawet bez podkładu nie ma tragedii. Minus? Zabieg należy powtarzać najlepiej co tydzień. Pory, jak to pory szybko się zanieczyszczają. Ale nic nie szkodzi, co tydzień mam swoje małe SPA:) a raz na miesiąc idę na większe oczyszczanie do kosmetyczki i masaż twarzy – boże jak ona świetnie masuje!! I to nadal za 40-50 zł komplet!! Jest po prostu boska. I ma kolczyki Tous:D

Sam salon jest przeuroczy – biel, szarość, serduszka, poduszeczki, delikatna muzyka (jak ja nienawidzę gdy w salonie jest rozwalone radio!) herbatka, ciasteczko, świece nawet w wc,  cudownie:D  Jestem z niej przezadowolona i z całego serca Wam ją polecam!

Namiary: Pani Marta, Zakątek SPA, ul. Promienista 64 – pani Marta preferuje kontakt sms;) 790 749 110. Jak coś to macie kontakt od Ewy od kwasów:)

Wpis absolutnie nie jest sponsorowany – pani Marta szalenie przypadła mi go gustu-klawa z niej babka. Jestem niesamowicie zadowolona z jej usług (no i te ceny!), a wiem jak ciężko znaleźć dobrą kosmetyczkę. Ja szukałam ponad rok od przeprowadzki do Poznania, a teraz mimo, że mam lekko nie po drodze i u siebie na wsi jakiś salon, tak wolę się bujnąć po pracy do niej i być mega zadowolona!))



Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Pazurkowo: Essie Sand Tropez

Pazurkowo: Essie Sand Tropez

Pazurkowo: Essie Sand Tropez

Wiecie już, że kocham czerwienie na pazurkach. Nic na to nie poradzę, jestem skazana genetycznie. Ale kiedyś, tak ze dwa lata temu to tylko nudziaki i mleczne były mi tylko w głowie. Ostatnio zapragnęłam powrotu do korzeni i nabrałam ochoty na Sand Tropez – po prostu musiałam.
Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Toaletka

Toaletka

Toaletka

Chcę toaletkę. Marzę i śnię o niej;) wnerwia mnie malowanie na partyzanta-wiecie niby siedzę na łóżku, ale czegoś tam zapomniałam, jestem w łazience, czegoś tam nie mam i tak latam. I cierpię okropnie;)

Żadna z dostępnych od ręki nie spełnia moich oczekiwań. Musi mieć głębokość 30 cm, bo z większej nie będę w stanie malować się bez okularów. A krecik ze mnie straszny, bo mam wadę -7. Musi mieć szufladę jedną długą. Ew. dwie, ale szerokość 80 cm, bo większa będzie źle wyglądać w sypialni (jestem tak cudowną kobietą, że oddałam większy pokój na siłownię, kosztem mniejszej toaletki…;)). Lustro mam już wyśnione, wymarzone, więc to też trochę determinuje tą szerokość. Choć czekam na nie do kolejnego tygodnia. Dodatkowe  szufladki pod lustrem  to pomysł faceta… nie jestem do nich przekonana, bo mi psują prostą linię;) ale w sumie są dosyć praktyczne… Co sądzicie o jej kształcie? Będzie z białego, błyszczącego materiału. 



Czy macie jakieś sugestie?  Na co zwrócić uwagę? Będzie robiona na zamówienie, wybulę trochę kasy;) więc nie chciałabym zrobić jakiegoś fakapu. Co jest praktyczne i przydatne jeszcze?


PS. Proszę się nie nabijać z moich umiejętności z paincie;)
Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Celia Nude 605

Celia Nude 605

Celia Nude 605

E: Kocie myślę o szmince, chce mieć szminkę, jaka ci się podobałaby na moich ustach?
F: Każda, jesteś śliczna (no ba;))
E: Oj dobra, weź mnie nie bajeruj, tylko pomóż mi, jak mam problemy pierwszego świata
F: No a jakie już masz ?
E: No mało mam, w sumie tylko tą czerwoną co w niej chodzę po domu o i jeszcze taką co nie ma koloru…
F: To po co taka jak nie ma koloru
E: A bo ładne opakowanie miała, pokaże ci <idzie, wyciąga, maluje>
F: Ale ona ma kolor, pasuje ci odcieniem do różu co masz!



Pomadka daje lekki kolor na ustach – bardziej poblask, ale coś tak jest, skoro nawet facet widzi:D



Moja szminka ma numer 605 i na łapce wygląda tak:


Efekt jest jakoby nie było, usta się błyszczą i dla mnie to jest okay. Na pewno wielki plus za opakowanie – porządnie wykonane, zamykane na klik. Jak na cenę pomadki 10zł jest w wielki szoku. Pozytywnym!  Na minus na pewno zapach – czytałam, że jest winogronowy, jakiś taki podobny jest, mi nie pasuje, w dodatku wyczuwalny na ustach:/ Na ustach wytrzymuje niewiele. Taka ot, pomadeczka. Nie stopiła mi się, nie złamała, zakochana w opakowaniu jestem;) ale ostatecznie oddałam Sisi, bo ja za rzadko korzystam i by się zepsuła. Ona ma ze 3 w torebce i namiętnie korzysta z każej;)

Na ustach tak (usta Sisi):


I tak zostałam w kosmetyczce tylko z czerwoną szminką Rimmela i jedną próbką czerwonej. 

Jak Wasze zbiory szminkowe?







Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

TAG Libster Blog

TAG Libster Blog

TAG Libster Blog

Niedziela:D wczoraj pisałam ostatni egzamin, a dziś powinnam pisać pracę mgr, ale przecie co się odwlecze, to nie uciecze;) Dziś idę też ostatecznie szukać lustra do toaletki i zrobię wszytkie wymiary, a potem poproszę Was o rady praktyczne, których moja wymarzona toaletka nie spełnia;))

W ostatnim czasie Tiffany zaprosiła mnie do TAGu.


Pytania od niej:

1. Skąd czerpiesz inspiracje do swoich wpisów/makijaży/zdobień? Jak chodzi o pazurki, to musicie koniecznie odwiedzić bloga Tiffany – jej zdobienia są boskie, mini dzieła sztuki. Moja Siostra (Sorry Ala:P) przy niej się chowa. Oczywiście jej malunki to dla mnie coś nieosiągalnego i jedyne na jakie szaleństwo ja się zdobędę to kropeczki;) Do reszty ogólnie skacząc po blogaskach paczę, wzdycham i podziwinam;)
2. Jak długo zajmuje Ci codzienna pielęgnacja i makijaż? Rano ok.20 minut z pomalowaniem się i „ułożeniem” włosów (czytaj kok, warkocz, czasem rozpuszczone jak mają lepszy dzień;)) Wieczorem różnie – prysznic, nie mam pojęcia ile biorę, pewnie z 15 minut z myciem włosów;) i jakieś dodatkowo 10 minut.  No chyba, że mam wieczór SPA, to potrafię i 2 godziny spędzić w łazience;)
3. Jakiego kosmetyku nigdy byś nie użyła i dlaczego? Hm… nie wiem, długo się zastanawiałam i nie ma takiego co obecnie wzbudziłby we mnie kontrowersje i powiedziałabym nie.
4. Co według Ciebie jest kwintesencją kobiecej urody? Długie włosy, czerwone paznokcie i usta.
5. Co chciałabyś robić za 5 lat? Być na innym stanowisku w pracy, ale nie mam poważniejszych życiowo planów. Taki lekkoduch ze mnie;)
6. Miałaś jakieś śmieszne przezwisko gdy byłaś mała? Na szczęcie nie;)
7. Jakie jest Twoje motto życiowe? Licz na siebie.
8. Jak wyglądałby Twój idealny dzień? Hm… w sumie większość moich dni jest idealnych;) Lubię być czymś zaaferowana. Robić coś. Mogę nawet sprzątać (ale ja w sumie lubię sprzątać;)). Siedzenie i odpoczywanie na kanapie jest fajne, nie powiem, że nie, ale muszę być porządnie zmęczona by to docenić. Oczywiście w idealnym dniu musi być drzemka, bo jak nie ma drzemki, to jestem marudna:P Szkoda, że w pracy nie mam jak zrobić sobie drzemki.
9. Twój największy grzeszek kosmetyczny/pielęgnacyjny to? Wyciskam pryszczeL
10. Najgorzej wydane pieniądze to...? Chyba lakier Chanel, który ma trwałość 2-3 dni…
11. Co sprawia, że się uśmiechasz? Słońce! I ekler;)

Jakoże ja leniwa jestem, to nie stworzę nowych pytań, ale jeżeli moje Czytelniczki odpowiedzą na pytanie Jak długo zajmuje Ci codzienna pielęgnacja i makijaż?
Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Savon Noir

Savon Noir

Savon Noir

Czyli czarne mydło peelingujące albo weź te śmierdzące gluty ode mnie;)

Mydło ma bardzo krótki skład - Olea Europea Oil, Lauris Nobilis Oil, Aqua, Potasium Hydroxyde




Zapach faktycznie jest specyficzny, ale nie przeszkadza mi jakość szczególnie. Jest ledwo wyczuwalny. Ma konsystencję smaru, trochę glutowatą. Zwilżamy twarz wodą, bierzemy odrobinę i masujemy ryjek. Ja czasem zostawiam na kilka chwil, potem zmywam.  Cena za 150 g to ok.20 zł. Dostępne na Allegro i drogeriach internetowych.

Działanie mydła:
  • detoksykujace: dogłębnie oczyszcza naszą skórę z toksyn,
  • złuszczajace: działa podobnie jak peeling enzymatyczny,
  • usuwa z naskórka wszystkie zanieczyszczenia blokujące swobodne oddychanie naszej skóry 
  • dotleniające i nawilżające,
  • odżywiające: dostarcza witaminę E zawartą w oliwie z oliwę

Mydło bardzo ładnie oczyszcza buzię z makijażu, faktycznie nie potrzebuję robić peelingów zwykłych, ten sobie daje radę, choć raz na jakiś czas mam ochotę na zdzieraka. Czytałam gdzieś o efekcie skrzypiącej z czystości skóry – ja miałam tak tylko za pierwszym razem;) Do tej pory zmagałam się z zaskórnikami na nosie i brodzie, nie zauważyłam, aby specjalnie sobie z nimi poradził. Odkryłam cudowny sposób do oczyszczania nosa;) więc oczyszczone pory to nie jego zasługa. Kosmetyczka powiedziała również, że czarne mydło ma neutralne ph dla skóry, więc wielki plus. Jednak niby ma nawilżać, ale ja po umyciu muszę w przeciągu kilku chwil nałożyć krem.To opakowanie mam od połowy listopada i pewnie wystarczy mi jeszcze na jakieś 2 miesiące użytkowania.

Ogólnie z tego egzemplarza jestem dość zadowolona – myje, nie wysusza, jest wydajne i ma naturalny skład, ale nie odkupię, bo chcę spróbować czarne mydło z ekstraktem z eukaliptusa albo inną smolistą maź, albo przestawię się całkowicie na serię z Pharmaceris T, bo zaleczony 3 lata temu trądzić odżywa...

Macie gluta w swojej łazience? 




Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Czerwone usta

Czerwone usta

Czerwone usta

Do czerwonych ust powoli się przekonuję – może nie na co dzień do pracy, ale raz na jakiś czas dlaczego i nie;) Do czerwonych paznokci musiałam się przekonywać i dopiero od tamtego roku goszczą u mnie na stałe, więc liczę, że do ust też dorosnę. Zresztą u mnie w domu zamiłowanie do czerwieni jest rodzinne, chyba wyssałyśmy to z mlekiem matki z Siostrą. Mama zawsze ma czerwoną szminkę na ustach!


Ten egzemplarz, czyli matowa pomadka Sephora numer 19, to tak naprawdę jej własność – kupiłam jej bodajże na urodziny, ale podkradałam skutecznie;)


Pomadka daje idealne krycie, ale najlepiej nakładać ją pędzelkiem. Na ustach utrzymuje się 4-5 godzin. Przetrzyma picie, z jedzeniem gorzej. Należy pamiętać, aby mieć idealnie nawilżone usta, bo lubi podkreślać suche skórki. Czy wysusza usta? Nie wiem, nie stosuje jej regularnie, więc się nie wypowiem. Raz na jakiś czas krzywdy nie zrobi na bank.

Kolor wyszedł przekłamany – wyszedł bardziej na marchewkę, a jest głęboką czerwienią, raczej ciemniejszą niż jaśniejszą. Tutaj na usteczkach Sisi:



Cena to 45zł. Opakowanie plastikowe, zwykłe, trwałe.
Moja Mama jest zachywcona szminką, ja też jak chodzi o trwałość:)

Jak się czujecie z czerwienią na ustach?

Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Dziewica…

Dziewica…

Dziewica…

orleańska;) tak siostra określiła to co mam z włosami;) Są długie, bywają przesuszone, niefarbowane, często niesforne. Mają tendencję do podkręcania się, są podatne na układanie, ale strasznie szybko się płaczą. Ogólnie lubię jej, ale brak im życia, są jakieś takie zwyczajne. Same zobaczcie:



Chce, aby ktoś nadał im cięcie, które je podkreśli, ale z długości nie zejdę za dużo, bo nie wyobrażam sobie krótkich włosów. 3 lata temu zrobiłam ten błąd, miałam boba i nigdy więcej. Chce zachować długość, ale aby wydobyć z nich to coś. I tu wielka prośba do Was: szukam dobrego, naprawdę dobrego fryzjera, a może nawet stylistę. Takiego człowieka co popatrzy na całą moją sylwetkę i określi jak nadać kształt włosom by do siebie wszystko pasowało.


Jesteście w stanie polecić kogoś w Poznaniu? Ewentualnie w Warszawie? Będę wdzięczna za każde namiary. 

ps. moje włosy są bardziej brązowe na żywo, nie jakieś czerwono-rudawe, choć facet twierdzi, że pokazują na zdjęciu mój charakter:P 
Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem
Copyright © 2016 Odcienie Nude - blog kosmetyczny , Blogger