Rzecz o dobieraniu kolorowych dodatków, czyli ciemna zieleń na moich pazurkach, Yves Rocher

Rzecz o dobieraniu kolorowych dodatków, czyli ciemna zieleń na moich pazurkach, Yves Rocher

Rzecz o dobieraniu kolorowych dodatków, czyli ciemna zieleń na moich pazurkach, Yves Rocher
Lakier otrzymałam przy jakiś zakupach z Yves Rocher dobre pół roku temu. Czekałam z jego użyciem na miesiące zimowe, ale dopiero niedawno skusiłam się, aby trzasnąć go na pazurki. Zmotywował mnie zakup nowej spódniczki a’la  dywan, którą pokazywałam na Insta.


Mój Partner był ze mnie dumny, bo pierwszy raz miałam pazurki w kolorze ubrania, tak to albo czerwienie, albo borda albo babcine cielaki. Stała się jednak chwila wzniosła i ciemno zielony lakier trafił na moje pazurki –  mini lakier nr 61 Vert canard z Yves Rocher.

Pędzelek ma cienki, troszeczkę wjechałam sobie na skórki, ale chyba nie ma tragedii. Trwałość to 3 dni z Poshe, więc o wysychaniu lakieru się nie wypowiem. Nie czuję się zachęcona do lakierów YR, te maleństwa (3 ml) kosztują 9,90 i są z zielonym punktem, chyba firmie się coś potentegowało, za tą cenę można spokojnie kupić prawie 2 lakiery z Golden Rose czy upolować jakaś starszą sztukę Essie w internetowych drogeriach.


Kolor potraktujcie z przymrużeniem oka. Jest zdecydownie ciemniejszy niż w rzeczywistości i wpada w jakbym granatowe tony. Z samą zielenią na pazurkach jest mi źle. Co z tego, że mi pasuje do kiecorki i jeden sukienki (Mówiłam, że praktycznie nigdy nie chodzę w spodniach? Ostatni raz miałam je chyba w listopadzie), jak nie czuję chemii miedzy nami. Będę nadal ze swoimi ulubionymi kolorami, nie będę dopasowywała ich do części garderoby, choć ta zgniła zieleń to jedne „szaleństwa” w mojej nudnej, beżowo-szaro-granatowej garderobie przełamanej bielą i czernią.


Jak często dobieracie kolor lakieru pod jakiś dodatek w ubiorze?  

Jutro zapraszam na post z kosmetykami, które zużyłam w tym miesiącu.

Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Podkład wake me up, Rimmel

Podkład wake me up, Rimmel

Podkład wake me up, Rimmel
Lubię efekt wypoczętej cery – nie jestem wielką fanką matu, lubię jak cera wygląda promiennie i ładnie. Podkład do mnie trafi drogą wymiany na spotkaniu blogerek.


Podkład Wake me up bardzo ładnie wygląda  na moje twarzy – jest ładnie rozświetlona, ujednolicona, krycie ma delikadne. Drobinki, które są widoczne w podkładzie na żywo nie wyglądają źle, nasza twarz nie wygląda jak bombka. Pamietajcie tylko o porządnym wstrząśnięciu butelki przed użyciem, drobinki opadają. Ogólnie podkład nałożony na buzię nie wygląda źle, nawet dobrze, tylko na mojej twarzy kompletnie się nie sprawdza. Przypudrowany trzyma się przez pół godziny, a  potem podkład po prostu znika z mojej twarzy, brzydko się ciasteczkuje na nosie w miescu styku z okularami. Moja cera jest cerą z trądzikiem hormonalnym, ma głównie podskórne zmiany, bez typowych pryszczoli. W wakacje moja cera była raczej cerą normalna w kierunku mieszanej i wtedy również się totalnie nie sprawdzał, znikał w kilka chwil.



Minusem jest też dosyć słaby wybór kolorów, mój 100 Ivory jest dosyć ciemny, na lato okay, ale w zimowych miesiącach niekoniecznie. Na szczęście nie wpada w różowe tony. Cena ok. 40 złotych za 30 ml.

Niestety podkład totalnie nie dla mnie, choć koleżanka Siostry, która ma cerę normalna ze skłonnością do bycia suchą sobie bardzo chwali i do niej powędrowała moja buteleczka. W przyrodzie nic nie zginie! 

Ja póki co przerzuciłam się na droższe podkłady i tak pewnie zostanie na dłuższą chwilę.

Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

7 Day Scrub Cream Rinse-Off Formula, Clinique

7 Day Scrub Cream Rinse-Off Formula, Clinique

7 Day Scrub Cream Rinse-Off Formula, Clinique
Kiedyś byłam wielką fanką peelingów mechanicznych, ostatnio przeszłam na stronę tych enzymatycznych. Moimi faworytami jest ten z Organique oraz z e-naturalne. Lubię mieć jednak w zanadrzu jakiegoś zdzieraka, tam na wszelki wypadek. Miniaturę scrubu z Clinique otrzymała kiedyś od Ines, już się prawie kończy, czas na recenzję.


Scrub pachnie typowo jak na Clinique, dla mnie trochę chemicznie, ale nie drażni mnie ten zapach. Kosmetyk ma postać białego kremu z dosyć sporą ilością bardzo niewielkich drobinek. Właściwości ścieralne są w porządku, ładnie usuwa martwy naskórek. Twarz po jego użyciu jest gładka, nie podrażnia mojej trądzikowej cery. Aczkolwiek używam go tylko wtedy, kiedy nie mam otwartych ropnych pryszczoli, co w sumie nie jest zjawiskiem rzadkim, bo zmagam się głownie z podskórnymi gulami. Peeling sprawdzał się całkowicie przyzwoicie. Moja 30 ml próbka wystarczyła mi na naprawdę kilkanaście użyć, kosmetyk jest bardzo wydajny. Nie zauroczył mnie niczym, nie skuszę się na duże opakowanie. Ot, po prostu peeling. Za 100 ml producent życzy sobie 105 złotych.

Skład: Water, Tridecyl Stearate, Tridecyl Trimellitate, Dipentaerythrityl Hexacaprylate/Hexacaprate, Butylene Glycol, Glyceryl Stearate, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Polyethylene, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Sorbitol, Hexyldecyl Stearate, Bisabolol, Disodium Cocoamphodipropionate, Oleth-10 Phosphate, Tea-Carbomer, Stearyl Alcohol, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Imidazolidinyl Urea, Methylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Butylparaben

W sytuacji, gdy potrzebuję zdzieraka chyba wolę sobie kupić jakiś saszetkowy peeling i użyć ściereczki muślinowej, a na stałe zagościły u mnie peelingi enzymatyczne.


Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Azjatyckie kosmetyki dostępne stacjonarnie! King Cross Marcelin, Poznań

Azjatyckie kosmetyki dostępne stacjonarnie! King Cross Marcelin, Poznań

Azjatyckie kosmetyki dostępne stacjonarnie! King Cross Marcelin, Poznań
Zanim przejdę do tytułu notki, to wstęp. Bo ja kocham notki z historią w tle.



Partner mój wysłał mnie na zakupy swojego kremu – obecnie jego ulubionym z Pharmaceris jest nawilżająco-wzmacniający z serii na naczynka, chciał kupić sam, ale nie pamiętał jaki, więc zadanie delegował na mnie. Nie ma problemu, bo w końcu uwielbiam kosmetyczne zakupy i on od tego mnie ma.  Przy okazji wrzuciłam inny, bez SPF na noc. I płyn micelarny. I tak sobie mówię, ah jak już jestem w centrum handlowym i wyrwałam się ze swojej wsi, to wejdę do CCC. A tam wszystkie buty, które mi się podobały, takie tam zwykłe baletki w rozmiarze 36 są za duże, choć wcześniej było okay, a 35 brak. Nosz! Ale, ale. Zanim doszłam do CCC do w miejscu gdzie co chwila jest cos innego, jest salon Yves Rocher, który wcześniej znajdował się w innej części. Myślę, ciekawe co nowego otworzyli w tamtym miejscu. I tak sobie człapie na tych swoich stópkach o rozmiarze 35 i widzę napis MISSHA. W mózgu zwoje pracują, coś się kołacze i tak! Azjatycki krem BB! Weszłam od razu. Sklep niemały, towaru sporo. Ekspedientka czy może mi jakoś pomóc, a ja, że tak chce obmacać krem bb w czerwonym opakowaniu. Profesjonalizm i obeznanie pełną gębą;) Dużo sobie pomacałam, z panią pogadałampoprosiłam o próbkę, coś tam sobie dalej macam, a pani daje mi siateczkę, a w niej dużo próbek i miniaturę 10 ml Perfect Cover BB Cream no. 23 Natural Beige. Cudo! Świetnie! Ostatnio bardzo intensywnie myślałam nad kremami BB, ale nie chciałam kupować w ciemno, a tu bach, mogę sobie spokojnie przetestować. Radości mej nie było końca, aż kupiłam sobie sukienkę w sklepie obok. I myślę sobie, że toć to dobry pomysł na pościka, w końcu cudowna wiadomość! I myślę, a może wejdę do sklepu i się zapytam, czy mogę porobić foteczki? Coby pościk miał ręce i nogi? I poczłapałam z powrotem na tych swoich stópkach o ramiarze 35 i się pytam czy mogę, bo mam blogaska i fajny news. I tak oto kilka foteczek ze sklepu:







I tu moje próbki:



Tylko nie pytajcie mnie o ceny, totalnie nie zwróciłam na nie uwagi. Na stronie prezentują się bardzo przyjaźnie dla portfela! Sklep jest w King Cross Marcelin w Poznaniu, w miejscu gdzie kiedyś było YR.


Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Paleta róży Hot Spice, Makeup Revolution

Paleta róży Hot Spice, Makeup Revolution

Paleta róży Hot Spice, Makeup Revolution
Pierwszy kosmetyk z Makeup Revolution! Zastanwiałam się, czy nie kupić sobie jakieś paletki, ale uznałam, ze bez sensu. Oczy maluję rzadko, mam Naked Basics 2, 2 Sleeki i to mi wystarcza. Macałam u koleżanki czekoladkę, była piękna, ale uznałam, że to nie to. Skusiłam się na planetę róży – mamy do wyboru All about Cream, All about Pink, All about Bronzed, Sugar and Spice czy Hot Spice. Ja skusiłam się na Hot Spice, bo była najmniej różowa, ba brzoskiwiowa.



Spodziewałam się, że róże będą bardziej brzoskwiniowo-pomarańczowe, a wpadają w różowe tony. Nie jest źle, bardzo mi przypadły do gustu! Wszystkie są dobrze napigmentowane, wspaniale się rozcierają. Trzymają się od rana do wieczora. Paletka wykonana jest z błyszczącego plastiku – obawiałam się, że będzie to totalna tandeta, ale jest dobrej jakości, dość ciężka i ma lusterko. Może nie jest to ósmy cud świata, ale obawiałam się naprawdę o wiele gorszej jakości. Paletka przychodzi do nas w matowym kartoniku. Cena to 30 złotych.

Proszę Pań – prezentuję róże!


Pierwszy – ma cudowną konsystencję, tak jakby trochę kremową? Cudownie się nakłada na policzek. W opakowaniu widać jakieś drobinki, ale na policzku są absolutnie niewidoczne. Kolor najcieplejszy, taki różo-brązer. 
Drugi* – różowy, nie ma ani jednej drobinki. Jest mniej kremowy, ale nadal bardzo miękki, aksamitny.
Trzeci* – ma delikatne drobinki, jest koralowo-różowy.
Czwarty – rozświetlacz. Dla mnie najmniej lubiany z całej gromadki. Jest dla mnie za chłodny, nie lubię takich kolorów, choć razem z tym drugim różem tworzą zgrany duet
Piąty – pomarańcz z dużą ilością drobinek. Sam kolor nie jest zły, myślę, że w lato będzie ładnie wyglądał, w słońcu złote drobinki powinny wyglądać pięknie. Na obecną porę roku mówię nie.
Szósty* – pięknie kremowy, o satynowym wykończeniu. Delikatny, morelowo-lososiowy.
Siódmy* - satynowy, delikatny ciepły róż, ale zdecydowanie chłodniejszy od poprzednika.
Ósmy* - cieplejszy poprzedniego rozświetlacza, zdecydowanie na tak!



Gwiazdką zaznaczyłam moje ulubione odcienie – jestem w szoku, że spodobało mi się tyle róży, bo nastawiałam się na brzoskwinie, ale to co otrzymałam to na tyle ciepłe, że mi pasuje i  dobrze się czuję w tych kolorach. Ogólnie stwierdzam, że róże to ostatnio mój ulubiony kosmetyk kolorowy. Dodaje życia bladej cerze, wyglądamy zdrowiej. Nawet jak mam zaczerwienienia od pryszczoli, to mimo wszytko z kolorkiem na licu mi lepiej!

Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Rozdanie! Wygraj dwa lakiery Essie - Sand Tropez i Watermelon [21.02-07.03.15]

Rozdanie! Wygraj dwa lakiery Essie - Sand Tropez i Watermelon [21.02-07.03.15]

Rozdanie! Wygraj dwa lakiery Essie - Sand Tropez i Watermelon [21.02-07.03.15]
Wiecie, że kocham lakiery Essie. Ostatnio pokazywałam A list, a wczoraj wzbogaciłam się o nową butelkę Sand Tropez, wrzuciłam nową czerwień Aperitif. Obecnie trwa promocja w Hebe, przy zakupie jedengo lakieru drugi otrzymujecie za 1 grosz, razem płacicie 32 złote. Planowałam jakieś rozdanie z moimi ukochanymi lakierami i robiąc zakupy wrzuciłam dla dodatkowe lakiery dla Was!

Stwierdzam, że Sand Tropez i Watermelon to idealne kolory na zbliżającą się wiosnę. Sand Tropez to piękny nudziak, Arbuzek to mega kobiecy mocny, intensywny róż. Oba mam i kocham.




Aby wziąć udział w rozdaniu należy być moim publicznym obserwatorem. Reszta rzeczy jest dodatkowa, za każdą otrzymujecie 2 dodatkowe losy.
Moje namiary na:
Rozdanie trwa od 21.02 do 07.03.2015.  Wyniki postaram się ogłosić w Dzień Kobiet, ale zobaczymy jak wyjdzie. Wyniki ogłoszę w osobnym poście, najdalej w przeciagu tygodnia od zakończenia rozdania. Wysyłka tylko na teren Polski, listem poleconym.

Formularz zgłoszeniowy:

Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

A list, Essie

A list, Essie

A list, Essie
Wiecie, że kocham lakiery Essie – mają cudowny pędzelek, piękne nazwy kolorów – to jest bajer na jaki lecę, mimo, że czasem wymagają 3 warstw np. nieśmiertelny Bordeaux. Czerwienie również uwielbiam, choć nazwa bloga ewidentnie sugeruje, że odcienie nude to ma miłość. I jak odcienie nude uwielbiam na oczach, wszelakie kolory nie rzucające się w oczy, tak jednak gdzieś skaza na czerwień po rodzicielce musiała się uwidocznić.  I choć kocham Sand Tropez, którego wymęczyłam do ostatniej kropelki i wiem, że pewnie zaraz go odkupię, czekam tylko na stosowną promocję, tak czerwień to jest to. Dziś na tapecie jest A list.


A list to piękna, głęboka, elegancka czerwień. Trochę przypomina mi Dragona z Chanel. Dla mnie jest to kolor na zimowo/jesienne miesiące. Nie jest krzykliwy, nie rzuca się oczy, jest gdzieś na drugim planie. Jak go mam na pazurkach, to czuję się bardziej dorosło.


Trwałość 4-5 dni (na Poshe), spokojnie mogę pomalować pazurki w niedzielę wieczorem, a w piątek mam widoczne starte końcówki, raczej bez większych strat. 2 warstwy wyglądają dobrze, przykrywają moje strasznie białe końcówki.


I bardzo lubię ten lakier, ostatnio często nim maluję, co pokazywałam na Instagramie, tylko chyba to  nie do końca mój czerwony. Wolę bardziej krzykliwe czerwienie.


Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Revitalizing Supreme Global Anti-Aging Eye Balm, Estee Lauder

Revitalizing Supreme Global Anti-Aging Eye Balm, Estee Lauder

Revitalizing Supreme Global Anti-Aging Eye Balm, Estee Lauder
Moja skóra pod oczami ostatnim czasem była lekko wysuszona – informacja najwyższa, że jednak potrzebuję kremu pod oczy, mimo, że wcześniej używałam ich ot tak, od niechcenia. Jednak kiedy przez tydzień nie używałam nic stwierdziłam, że o nie, moja skóra pod oczami potrzebuje wsparcia!
W łapki me wpadł zestaw miniatur z Estee Lauder – korektor oraz balsam pod oczy - Revitalizing Supreme Global Anti-Aging Eye Balm.



Zaawansowany, wszechstronny balsam pod oczy odpowiada na zmieniające się potrzeby skóry. Pomaga znacznie zmniejszyć widoczność różnych oznak starzenia się skóry wokół oczu, także linii i zmarszczek. Przełomowa Technologia IntuiGen™ pomaga skórze aktywować naturalne procesy przywracające jej młody wygląd.
Aksamitna formuła natychmiast odżywia i rewitalizuje skórę, pomagając uzyskać młody wygląd. Skóra wokół oczu wygląda na bardziej jędrną, pełną blasku i piękniejszą.

Moja skóra bardzo polubiła ten krem – daje bardzo dużą dawkę nawilżenia, otulenia. Jak nakładam ten krem, to czuję, że odpowiednio dbam o swoja okolicę oczu. Wieczorami nakładam grubszą warstwę, która potrzebuje kilku chwil do wchłonięcia. Producent proponuje nałożyć raz w tygodniu grubszą warstwę kremu na 2 minuty w ramach maseczki, a nadmiar zmyć. Dla mnie zmywanie jest niepotrzebne. Niech sobie skóra poużywa. Rano krem nakładam w mniejszej ilości, wtedy się szybko wchłania, można nałożyć korektor, nic się nie zważy. Powiem Wam jednak, że czasem rano po prostu nie nakładam kremu, bo skóra pod oczami wygląda bardzo dobrze. Konsytnecja jest dosyć gęsta, ale pięknie się rozsmarowuje. Zapach bardzo delikatny, trochę chemiczny. Mnie nie drażni. Krem zawiera drobiny, które są widoczne na naszej skórze. Początkowo mi to przeszkadzało, z czasem przestałam zwracać na to uwagę.


Miniatura kremu (5 ml) wystarcza na używanie ok.1 -1.5 miesiąca, używam zawsze wieczorem, co 2 dzień rano.

Skład:



Cena 249 złotych za 15 ml – jest wysoka, cieszę się, że udało mi się zdobyć jeszcze jedną miniaturę w niskiej cenie. Na Allegro też można dostać w korzystnej cenie miniatury tego produktu. To mój pierwszy wysoko półkowy krem po oczy, bardzo przypadł mi do gustu! 
Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Seria Skin Clinic Professional MEZO Terapia Korygująca, BIELENDA

Seria Skin Clinic Professional MEZO Terapia Korygująca, BIELENDA

Seria Skin Clinic Professional MEZO Terapia Korygująca, BIELENDA
Cała seria kosmetyków Skin Clinic Professional MEZO Terapia Korygująca trafiła do mnie dobre 2 miesiące temu. Myślę, że już czas na napisanie kilku słów o tych kosmetykach.


Na początku napiszę kilka słów o mojej cerze. Jest skłonna do zapychania, mam sporo zaskórników, małych grudek, często pojawiają się podskórne stany zapalne, które goją sią bardzo długo, pozostają mi po nich nieestetyczne blizny. Taki stan mojej cery utrzymuje się od momentu, kiedy w wakacje odstawiłam tabletki anty, raz jest lepiej, raz gorzej Stan hormonów idealny, lada moment wracam do anty, ale przez ostatnie miesiące jest ona zdecydowanie problematyczna. Lat mam 25,  więc trądzik młodzieńczy to już nie jest. To krótki zarys mojej cery.

Na pierwszy ogień idzie aktywne serum korygujące anti-age dzień/noc.


Serum jest genialne. Pokazywałam je w ulubieńcach miesiąca oraz w ulubieńcach roku. Ma świetną konsystencję – jest bardzo lekkie, szybko się wchłania, idealnie nadaje się pod makijaż. Bardzo przyjemnie pachnie, nie zapycha. Cera po jego użyciu jest promienna, przebarwienia są minimalnie jaśniejsze. Nie przesusza cery, nawet gdy stosujemy je codziennie. Nie robi miliona suchych skórek. Najlepsze efekty zauważam jak stosuje je przez 2 dni z rzędu (wieczorem), a potem kilka dni przerwy. Gdy stosuję codziennie, to skóra się przyzwyczaja i nie ma zauważalnych efektów. Producent proponuje stosować 2-3 razy w tygodniu.


Buteleczka szklana ma wygodną pipetkę i mimo, że opakowanie nie jest najważniejsze, ale trafia w moje gusta, wygląda pro i elegancko. Kosmetyk powinniśmy zużyć w przeciągu 3 miesięcy od otwarcia. 30 ml spokojnie wystarczy na 3 miesięczna kurację. Cena to ok. 30 złotych

Skład: Aqua (Water), Mandelic Acid, Lactobionic Acid, Niacinamide, Sodium Hyaluronate, Allantoin, Hydroxyethylocellulose, Polysorbate 20, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, Parfum (Fragrance), Butylphenyl Methylpropional, Hydroxycitronellal, Limonene, Linalool

Aktywny tonik korygujący anti-age


Tonik również trafił do ulubieńców. Radzi sobie z większością podskórnych bulw, używany regularnie zdecydowanie ograniczył liczbę niespodzianek na mojej twarzy. Przebarwienia troszeczkę rozjaśnia, ale nie robi tego w sposób spektakularny. Przyjemnie pachnie, nie wysusza, jest wydajny. Spokojnie można go używać rano i wieczorem. Nie zauważyłam jednak zwężenia porów, o którym zapewniał producent, a problem z rozszerzonymi porami mam niewielki. Opakowanie również bardzo pro, wylewa odpowiednią liczbą produktu. Nie widzę różnicy między nim, a płynem z 2% kwasem migdałowym z Pharmaceris. Tutaj jednak cenę mamy o wiele korzystniejszą bo ok. 10 złotych.

Skład: Aqua, Niacinamide, Glycerin, Mandelic Acid, Lactobionic Acid, Sodium Lactate, Lactic Acid, Hyaluronic Acid, Hydrolyzed Glycosaminoglycans, Polysorbate 20, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Ethylhexyglycerin, DMDM Hydation, Parfum, Butylphenyl, Methylpropional, Hydroxycitronellal, Limonene

Nie jest tak, że te dwa kosmetyki zlikwidowały u mnie trądzik, jednak widzę stanowczą poprawę w kondycji mojej cery, mimo  niespodzianek nie wygląda na szarą, zmęczoną i bez życia. Samych niespodzianek też jest mniej.

W skład serii wychodzi również aktywny krem korygujący anti-age.


I z niego jestem najmniej zadowolona – mimo, że wyżej opisane kosmetyki nie przesuszają mocno cery, tak wymaga ona jednak większego nawilżenia, którego ten krem nie daje. Krem nałożony jest minimalnie lepki, ale nie jest to tragiczne. Nie daje mi uczucia komfortu, nałożę go i czuję, że skóra chciałaby coś jeszcze. Zauważyłam też potrafi mi po nim wyskoczyć jakaś bulwa na brodzie (ogólnie obszar ten wygląda dobrze, najwięcej zmian mam na żuchwie, policzkach). Pachnie przyjemnie, jest dosyć lekki, szklany słoiczek również jest ładny i pro, ale jestem bardzo na nie! Cena to ok. 20 złotych.


Skład: Aqua, Ethylhexyl Stearate, Niacinamide, Glycerin. Persea Gratissima (Avocado) Oil, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Mandelic Acid, Lactobionic Acid, Lactic Acid, Panthenol, Allantoin, Potassium Cetyl Phosphate, Sodium Stearoyl Glutamate, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/VP Copolymer, Disodium EDTA, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, DMDM Hydantoin, Parfum (Fragrance), Butylphenyl Methylpropional, Hydroxycitronellal, Limonene, Linalool, Citronellol

Ostatnim kosmetykiem z serii jest aktywna maska korygująca w hydroplastycznym płacie 3D na twarz anti-age.


Maseczka w formie płata to bardzo miły, relaksujący dodatek. Nie zauważyłam jakiegoś działania po 1 razie, ale uważam, że ważne  jest to by w ciągu zabieganego tygodnia znaleźć czas na mały relaks i móc odpocząć z maseczką na twarzy.  Płat jest dobrze nasączony, wycięcia również są w porządku. Zdecydowanie wolałabym jakąś maskę w tubce. Cena ok. 5 złotych. 

Skład: Aqua, Niacinamide, Glycerin, Mandelic Acid, Lactobionic Acid, Sodium Hyaluronate, Hydroxyethylcellulose, Polysorbate 20, Ethylhexyglycerin, Phenoxyethanol, Mathylparaben, Parfum, Butylphenyl, Methylpropional, Hydroxycitronellal, Limonene


Z tej serii serum i tonik zagoszczą u mnie na dłużej. Bardzo je Wam polecam, szczególnie gdy zmagacie się z pryszczami, podskórnymi bulwami. Kosmetyki możecie dostać praktycznie w większości drogerii w bardzo przystępnych cenach.  
Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

TAG alfabet

TAG alfabet

TAG alfabet
Otagowała mnie Ania, sredecznie dziękuję! Udzielenie odpowiedzi sprawiło mi mega frajdę! 

Oto mój alfabet:


Asportowa. Jestem totalnym antytalenciem sportowym. W szkole średniej nienawidziłam wf - zaliczenie siatkówki, biegów, czy innych koszykówek spędzało mi sen z powiek. Jeszcze jako tako szły mi areobiki i inne gimnastyki, ale też potrzebowałam dużo więcej czasu, aby zatrybić wszelakie kroki niż np. obczajenie matmy.

Boję się pająków! Boję się próbować nowych rzeczy. Boję się chodzić po ciemku po domu. Boję się tego, że spadnę ze schodów i wybiję sobie zęby.

Cieszę się. Potrafię się cieszyć z pierdół - z tego, że kupiłam sobie małą tortownicę, z tego że ktoś napisał mi miły komentarz, cieszę się, gdy kupię w Biedronce ulubione świeczki, ba potrafię się cieszyć jak kupie zapachowe worki na śmieci.

Daltonistka. Mój Mężczyzna twierdzi, że jestem daltonistą, mamy duży problem jak chodzi o kolory. Mamy zupełnie inne rozumienie tych samych kolorów. Tylko kto ma rację?

Egoistka. Jestem egoistką, na pierwszym miejscu myślę o swojej osobie. Nie znaczy to jednak, że robię coś tylko dla siebie, lubię sprawiać innym przyjemność, ale to jak zaspokoje swoje egoistyczne pragnienia.

Facet. Bywam jak facet – jak jestem chora, to marudzę i oczekuje nadskakiwania, mała gorączka to choroba ŚMIERTELNA.

Gruboskórna. Jestem gruboskórna, zimna, średnio uczuciowa, nieromantyczna. Szczeniaczki i małe dzieci mnie nie wzruszają.

Herbata. Mimo, że uwielbiam kawę, tak wielką miłością darzę wszelakie herbaty owocowe, miętowe.

Igła. Uwielbiam szyć ręcznie. Miałam kiedyś nawet maszynę, ale nie poszło mi z nią najlepiej. Nie potrafiłam się z nią dogadać i poszła w świat.

Jazda autem. Uwielbiam szybką jazdę autem, auta sportowe, nie dla mnie rodzinne kombi. Nie jestem kobietą, która mówi facetowi “Misiu zwolnij”, a raczej ”No przecież byś machnął, miałeś tyle miejscaj”. Wczoraj Mężczyzna dzwoni mówi, że byłabm dumna z niego, bo tyle razy pięknie machnął. Sama też jeżdżę dosyć dynamicznie, zrywnie.

Kołtun. Mówcie mi kołtunek. Moje włosy uwielbiają się plątać.

Leń. Jestem mega leniuchem, dlatego wszystko co mam zrobić robię wcześniej, aby móc więcej leniuchować. W weekend lubię wstać wcześniej, aby mieć więcej czasu na odpoczynek.

Łakomstwo. Uwielbiam jeść tyle, że ledwo wstanę do stołu. Oczywiście się ograniczam i trzymam w ryzach, ale gdyby nie to, że pewnie zaczęłabym się toczyć zamiast iść.

Miła. Wyglądam na bardzo miłą osobę. Starsze panie mnie zagadują, pytają która godzina, proszą o przeczytanie naklejki z ceną. I nie powiem, że jest tu udawane bycie miłym, bo jestem miła i uczynna, ale w środku drzemie złośliwa suka, która będzie dyskutować, pyskować i postawi na swoim.

Niedokładna. Jestem strasznie niedokładna, robię milion literówek. Mimo, że nawet lubię sprzątać, to mogę w wirze zajęć umyć pół podłogi, bo o drugiej zapomnę. Robotna jestem strasznie, ale niedokładna.

Okularnik. Mam bardzo dużą wadę wzorku -7,5 i bez okularów nic nie widzę. Po soczewki sięgam w lato, ale uwielbiam okulary mimo iż wtedy makijaż oka schodzi na dalszy plan. Czuję się w nich seksownie, mądrzej;) a w lato koniecznie noszę okulary przeciw słoneczne. Uwielbiam.

Pokój kąpielowy. Wiem, że w swoim domu będę mieć pokój kąpielowy. Z dużą wygodną wanna na dwie osoby, osobnym prysznicem, pięknym fotelem na którym będę mogła usiąść z maseczką, z trwale rozstawionymi świecami. Będzie pięknie.

Rodzeństwo, sztuk 4. Mimo, że nas dużo, to z dwiema najmłodszymi Siskami mam najlepszy kontakt, który sobie cenię. Kasia, Alcia aj low ju soł macz.

Samodzielność. Zaczęłam pracować w wieku 16 lat, od tego momentu sama zarabiam na wszystkie swoje zachcianki, a od 3 lat na utrzymanie, dom, auto i inne dorosłe rzeczy. Chociaż nie pytajcie komu odcięli gaz, bo zapomniał zapłacić.

Świnka morska. Mam, a raczej miałam świnkę morską o imieniu Boczello - od boczku i Andrea Bocelli. Obecnie świnka - socjopata po tatusiu, od świąt jest na wakacjach u babci, która zabrała nam prawa rodzicielskie. Ojca wiecznie nie ma, a matka maluje pazurki albo siedzi w robocie. Jednak babcia też straciła wiarę, że Boczek wyjdzie na ludzi, socjopata na maxa, nie da się oswoić.

Trądzik, tu podobnie jak Ania. Zaczęło się to w szkole średniej, na studiach miałam kurację retioidami doustnymi, przez 3 lata miałam śliczną buzię, a od pół roku mam sajgon po odstawieniu anty. Teraz wracam (oczywiście jak mój mega nieregularny okres się pojawi) i zobaczymy czy będzie lepiej.

Uśmiech. Myślę, że przez dużą część czasu się uśmiecham, w końcu zmarszczki koło ust nie wzięły się bez powodu. Z uśmiechem chodzę przez życie, nie martwię się bez sensu, szkoda czasu na smutek i zamartwianie się. Będzie dobrze!

Wybredna. Jestem masakryczne wybredna. Nie lubię twarogu, ale sernik i pierogi  z serem uwielbiam. Uwielbiam kurczaka, ale tylko na ciepło. Herbata tylko w kubku z jasnym wnętrzem. Ogólnie dużo mam różnych odchyłów. Moja sąsiadka, pani Halinka, mówiła do mnie per “hrabianka”, bo taka wybredna jestem. Mnie to wkurzało, bo hrabianka mi się rymuje z wątrobianka, a wątrobiankę (pasztetową) lubię, ale na myśl o smażonej wątróbce zbiera mi się na wymioty.

XXS. Przez całą szkolę średnią i początek nosiłam rozmiar xxs/xs, teraz urosłam do rozmiaru S/M i mi z tym źle, choć cycki mam teraz zacne.

Yyy. Czasem się mi zdarzy zaciąć podczas prezentacji – bardzo lubię występować publicznie, a drobnymi potknięciami się nie przejmuję. Wystąpienia publiczne bardzo lubię, na studiach wiele osób chciało być ze mną w grupie, bo była zasada - wy ogarniecie temat, a ja będę mówić i zabawiać publiczność, wykładowcę i wcale się nie bójcie, mogę gadać o niczym przez 30 minut.

Ziemniaki. Kocham ziemniaki. Można mnie karmić frytkami, plackami ziemniaczanymi, pieczonymi ziemiankami. Dorzucić też można cebulę i jajka.

--

Miłego soboty Kochane! Ja dziś robię SPA i inne prace porządkowo-serwisowe związane z byciem kobietą.
Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Kamuflaż Catrice 01

Kamuflaż Catrice 01

Kamuflaż Catrice 01
W ostatnim denku pokazywałam ten produkt - mimo, iż było go sporo, to wyrzucam z powodu przeterminowania (zaczął śmierdzieć). Było wiele komentarzy na jego temat, że dziwne, iż mi nie przypasował. Uznałam, iż mimo, że jest to bubel, to warto napisać o nim kilka słów, bo jest to opinia zgoła inna od tego co można przeczytać na większości blogów.
Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Tusz do rzęs In Extreme Dimension, MAC

Tusz do rzęs In Extreme Dimension, MAC

Tusz do rzęs In Extreme Dimension, MAC
Tusz podejrzałam daaaawno temu u Marti, która ma rzęsy jak milion dolarów.


Z efektu tego tuszu jestem zadowolona – rzęsy mam ładnie wydłużone, podkręcenie od zalotki jest utrzymane przez długie godziny. Nie oczekuję od tuszu mega pogrubienia, moje rzęsy z natury są delikatne, ale długie – kiedyś bardzo mi zależało, aby mieć niesamowicie grube rzęsy. Teraz wiem, że taki efekt na moich rzęsach jest nieosiągalny. Skupiam się na wydłużeniu rzęs, podkręcaniu ich – chce spotęgować efekt, ten który mam naturalnie. Trzyma cały dzień, nie osypuje się.


Minusy? Tusz zaczyna ładnie wyglądać na rzęsach po 3-4 tygodniach. Ogólnie im dłużej się go używa tym ładniej wygląda na rzęsach, używałam go chyba przez 4 miesiące, wydajność bardzo na plus. Dopiero pod koniec zaczął groszeczkę grudkować Na samym początku wydobywało się za dużo tuszu, którym można się upaćkać, tak mniej więcej pod koniec opakowanie było lepiej. Do dużej szczoteczki musiałam się przyzwyczaić, po jakimś czasie było już w porządku.

Cena 98 złotych za 13 ml.

Nie będzie zdjęć na rzęsach – po pierwsze nie umiem ich sama zrobić, po drugie zawsze mam kreskę i używam zalotki, inaczej nie lubię swojego oka, bez tych dodatków zawsze ubrudzę sobie powiekę od tuszu, a po trzecie efekt na zdjęciach jest zazwyczaj o połowę gorszy niż na żywo.
Ta notka, to raczej informacja dla mnie, że tusz jest dobry, ale aby od razu lecieć po kolejne opakowanie, to raczej nie.

Teraz kończę miniaturę High Impact z Clinique, a po tym skuszę się na tusz Collistar Infinito. 
 

Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Kuracja odżywką Bodetko - efekty po 3 miesiącach, czyli uwielbiam swoje rzęsy

Kuracja odżywką Bodetko - efekty po 3 miesiącach, czyli uwielbiam swoje rzęsy

Kuracja odżywką Bodetko - efekty po 3 miesiącach, czyli uwielbiam swoje rzęsy
Kurację odżywką Bodetko rozpoczęłam w listopadzie  Jakie są efekty po 3 miesiącach stosowania?


Super! Moje rzęsy są jeszcze dłuższe, jest ich więcej i są minimalnie grubsze

Odżywkę stosowałam codziennie wieczorem – aplikacja produktu jest dziecinnie prosta. Wystarczy za pomocą pędzelka nałożyć go na linię rzęs. Mnie nic nie szczypało, nie podrażniało. Pierwsze efekty zobaczyłam po ok. 2-3 tygodniach – rzęsy stały się dłuższe i miałam problem z ich pomalowaniem;) były taaakie długaśne. 

PRZED:




PO:


Tylko wiecie co - tak patrzę i zdjęcia jakoś nie ukazują zmiany jaka zaszła w moich rzęsach. Ciężko mi samej zrobić zdjęcie, Najwspanialszy robi jak potrafi, ale to nie jest to. Musicie mi uwierzyć na słowo - moje rzęsy to teraz prawdziwe firany. Jak je jeszcze podkręce zalotką i mam piękny wachlarz rzęs

To na co jednak trzeba uważać, to bardzo dokładne nakładanie produktu na linię rzęs i nawet ciut poniżej, ponieważ kilka razy zdarzyło że wyrósł mi jakiś włosek nad linią rzęs. Ostatecznie wypadły, ale ja jestem teraz o wiele bardziej precyzyjna przy nakładaniu produktu.

W buteleczce mam jeszcze sporo płynu, myślę, że spokojnie mi wystarczy jeszcze na 3 miesiące kuracji. Cena bez żadnej promocji to 189 złotych i dla mnie absolutnie warto.

Preparat możecie kupić tutaj.


Uwielbiam swoje rzęsy.

ps. biorę się za sprawdzanie zgłoszeń w ostatnim rozdaniu. Dziś szczęśliwca otrzyma maila! 
Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Styczniowi ulubieńcy - Essie, Zoeva, NYX

Styczniowi ulubieńcy - Essie, Zoeva, NYX

Styczniowi ulubieńcy - Essie, Zoeva, NYX
Dziś bardzo skromnie.


Jestem lakierowo nudna do bólu. Jak coś mi się sposoba, to będę to nosiła do bólu. Tak jest z Essie Bordeaux – już trzeci miesiąc z rzędu gości na moich pazurkach, mimo, że ostatnio wzbogaciłam się o A list, to jednak Bordoaux króluje.

Obecność pędzla Zoeva 142 to głownie zasługa korektora - bardzo ładnie z nim współpracował i mogam go ładnie rozetrzeć. Jest bardzo miękki, średnio zbity, szybko wysycha.

Korektor HD z NYX to pierwszy korektor, który potrafię obsłużyć. Wcześniej każdy inny m się ścierał nim go przypudrowałam, nie przykrywał tego co miał. Tak było z tym z Catrice i z MAC Pro Longwear. Ten korektor zastyga, bardzo ładnie radzi sobie z wszelakimi pryszczami. Spróbowałam go pod oczy – jednak tam się u mnie nie sprawdził, moja skóra była akurat przesuszona tam i on tylko spowodował, że wyglądała jeszcze gorzej. Mam kolor 02, który jest bardzo jasny, rozciera się bardziej na beżowo, 01 rozciera się bardziej na różowo. Oba są mega jaśniutkie.

Pędzel z Zoeva 102 początkowo nie zachwycił mnie – jest jakiś taki miękki, nie taki sprężysty jak Hakuro H52. Jednak po czasie bardzo przypadł mi do gustu. Dobrze mi się nim nakłada podkład, ładnie go rozciera, mogę nim nałożyć puder, a i rozetrę róż. Szybko i łatwo się go myje.


Co Wy sobie upodobałyście w tym miesiący? 
Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Zakupy styczniowe, czyli weźcie sobie kawę, bo jest tego dużo

Zakupy styczniowe, czyli weźcie sobie kawę, bo jest tego dużo

Zakupy styczniowe, czyli weźcie sobie kawę, bo jest tego dużo
Denko było zacne, więc czas na zakupy.


Macie kawę? To zaczynamy!


Na początek prezentuje zakup, który zrobiłam już w grudniu, ale jakoś nie mogłam się zgrać z Sisi i dopiero teraz traił w moje rączki. Mowa o palecie róży z Make up Revolution w kolorze Hot Spice. Napiszę o nich kilka słów później, ale jestem na tak! Dobra pigmentacja, cudowna formuła, choć myślalam, że będzie bardziej brzoskwiniowo-pomaranczowa.


Jak wiecie moja cera jest problematyczna, znowu się zmagam z trądzikiem i śladami po nim. Dojrzałam do zakupu korektora – wybór padł na korektor HD z NYX (29.90) i skusiłam się również na zestaw z Estee Lauder z kremem pod oczy Revitalizing Supreme i korektorem Double Wear w kolorze light/medium. Zestaw kosztował 39 złotych.


Skończyło mi się kilka codziennych kosmetyków – ukochany zmywacz Isana. Już od kilku butelek nie eksperymentuję z innymi. Zauważyłam, że ma nową nakleję, ale w samym zmywaczu nic się nie zmieniło. Cena to 2.99. Jestem niekremowym zwierzakiem i kremu do rąk używam tylko w pracy, bo jest masakrycznie wysuszające mydło. Skusiłam się na Isanę Med z 5,5% mocznikiem – przyjemnie pachnie, zostawia delikatną warstewkę, co mi bardzo odpowiada. Cena coś poniżej 5 złotych. Do tej pory używałam byłam wierna płynom do higieny intymnej Facelle, ale wkurza mnie, że nie mają pompki. Skusiłam się na regenerujący płyn do higieny intymnej z Tołpy. Pompka działa zacnie, nie podrażnia, zapach przeciętny. Cena 16.99

I teraz będzie lawina.




Partnerowi skończył się jego ulubiony szampon Aleppo – traktuje nim w sumie całe ciało, twierdzi, że jak się nim umyje, to jego skóra nie jest masakrycznie wysuszona. I imieniu takiej potrzeby powędrowałam do odpowiednich stron i wrzuciłam mu dwa szampony (19.90), na spróbowanie organiczny żel pod prysznic ujędrniająco - relaksujący z Naturia Syberica (12.93) i dla siebie kilka rzeczy. 


Chodziło mi po głowie północne mydło Detox z Naturia Syberica (41.93) – przepięknie pachnie olejkiem migdałowym! Kupiłam dodatkowo dwa szampony - specjalny czarny szampon na bazie szungitu do włosów normalnych z Fratti (12.93) i szampon do włosów szybko przetłuszczających się "oczyszczający" z Baikal Herbals (10.14). Moje się skończyły, a jakoś drogeryjne mnie nie porywają, a moje włosy musiały odpocząć od szamponów z YR, które ogólnie bardzo lubię. . Ogólnie poczułam znowu mięte do rosyjskich kosmetyków.


Bardzo lubię sklep Bath and Body Works, niestety jestem w nim 2-3 razy w roku. Były zacne promocje w nim, więc zadzwoniłam do sklepu, zapytałam się czy można złożyć zamówienie telefonicznie, a potem Specjalny Wysłannik ją dobierze i zapłaci. Poprosiłam ekspedientkę o wybór 3 mydełek w piance, jeden miałbyś słodki, waniliowy, ale nie mdły – otrzymałam Cozy Vanilla Cream oraz 2 owocowe: Apricot Mango oraz Weekend Apple Picking. Wszytkie zapachy są na tak. Cena to 14.50, dodatkowo była promocja 3 za 2.


Mężczyzna zatwierdził zapach żelu pod prysznic Pure Paradise (27.00). Kupiłam również dwa wkłady do kontaktu Pink Passion Fruit oraz Leaves. Każdy za 9.50. Miałam również ochotę na żel po prysznic,  Zakupy telefoniczne uważam za udane!


Ania zlikwidowała swój sklep i skusiłam się na kilka kosmetyków. Głownie chciałam krem na dzień i na noc. Wybór padł na krem na dzień 35-50 lat i taki sam odpowiednik na noc z Receptury Babuszki Agafii (5.56) dorzuciłam również serum do twarzy 35-50 lat, kiedyś miałam, nie było jakieś wybitne, ale chciałam zobaczyć jak się sprawdzi teraz (6.96). Wybrałam też odmładzające serum do skóry suchej i wrażliwej z Planeta Organica (21.29), ale trafi ono do kosmetyczki mojego Mężczyzny. Jako totalną zachciankę wrzuciłam czarną kredkę z Zoeva (15.95).


Dla mojego Mężczyzny również wrzuciłam kolejną butelkę szamponu Aleppo (8.45). Jakoś nigdy nie byłam wielką fanką glinek, ale chciałam wypróbować je do skalpu i skusiłam się na dwie: czarną glinkę z Morza Martwego oraz glinkę knapską z firmy Fitokosmetik (3.57 za 1 szt.).


Moja inglotowska zalotka umarła - bardzo kiepsko działa i postanowiłam kupić nową. Mam wprawdzie mini zalotkę z MAC, ale nie wiem czy ją lubię, chciałam ja porówać z dobrą zalotką w pełnym rozmiarze. Zamówiłam na Truskawke zalotkę Shu Uemura (65.50) - czekałam na nią równe 2 tygodnie. Pierwsze testy nie powalają, ale jak się z nią dogadam, to dam Wam znać.

Więcej grzechów nie pamiętam.

Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem