Czarna maska Glamglow

Czarna maska Glamglow

Czarna maska Glamglow
Dziś znowu post maseczkowy. Ostatnio pisałam o najdroższej maseczce jakiej używałam, dziś również jedna z tych droższych, a na pewno jedna z tych słynniejszych, czyli czarna maska Glamglow.
Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Mały dziwak: dwufazowy płyn do demakijażu, Marion

Mały dziwak: dwufazowy płyn do demakijażu, Marion

Mały dziwak: dwufazowy płyn do demakijażu, Marion


Uwielbiam płyny dwufazowe. Tak, zostawiają warstwę, mniejszą lub większe, ale ja to lubię. W swojej łazience miałam wiele płynów. Najmilej wspominam te z Bielendy i ten z Yves Rocher. Jednak jako kobieta jestem istotą zmienną, zrobiłam skok w bok i do mojego koszyka trafił dziwak z Marionu. 

Dziwactwo tego produktu polega na tym, iż gdy przykładam wacik nasączony płynem to mam wrażenie, że mnie ten produktu rozgrzewa. Takie przyjemne ciepełko się pojawia. Nic mnie nie szczypie, nie podrażnia, ale rozgrzewa. Nie wiem czy to dobrze, czy też nie. Szczególnie takie uczucie pojawiało się na początku, teraz jestem przy ¼ opakowania i nie zauważyłam takiego działania.

Skład: Aqua, Cyclomethicone, Isopropyl Myristate, Isohexadecane (and) Polyisobutane, Phenoxyethanol (and) Ethylhexylglycerin, Panthenol Chamomilla Recutita Extract, Sodium Chloride, C.I. 42090

Poza tym dziwnym rozgrzewaniem, to właściwości rozpuszczające tusz i eyeliner są ok, nic złego. Ma wygodne opakowanie na klik – to bardzo na plus, nie cierpię odkręcanych kosmetyków. Powrotu jakiego nie planuje, ale to nie jest zły produkt. 

Miłej soboty Kochane!
Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Najdroższa z moich maseczek: Sensai Cellular Performance, Kanebo

Najdroższa z moich maseczek: Sensai Cellular Performance, Kanebo

Najdroższa z moich maseczek: Sensai Cellular Performance, Kanebo
Ostatnio stałam się maseczkowym potworkiem. Uwielbiam, nadkładam 2-3 razy w tygodniu. Widzę, że maseczki służą mojej cerze, lubię się również w ten sposób zrelaksować.  Dziś przychodzę z recenzją jednej z droższych maseczek, które miałam okazję używać. Dzięki Ines trafiła do mnie mini opakowanie (20 ml) maseczka Sensai Cellular Performance od Kanebo.


Przeznaczona dla szarej i zestresowanej skóry. Luksusowa, kremowa maseczka przywraca komfort i odświeża skórę.  Sprawia, że skóra staje się jaśniejsza, odświeżona i wygląda na wypoczętą. Zawiera szereg wyciągów z owoców i składniki kojące podrażnioną skórę. Łatwy sposób na osiągnięcie jedwabistej, rozświetlonej cery. Może być stosowana jako maseczkę budzącą rano lub jako intensywną pielęgnację całonocną.


Efekty jakie widzę na swojej cerze to lekkie nawilżenie, suche skórki są zniwelowane. To co mnie uderza w tym produkcie to jego bardzo mocny zapach. Trochę kojarzy mi się zapachem trwałej ondulacji, którą robiła sobie moja Mama. Nie jest to tak silny zapach, jednak podczas trzymania maseczki ciągle wyczuwalny. Maseczkę możemy pozostawić również na noc, ja jednak nigdy nie zdobyłam się na ten krok, bałam się, że mnie zapcha. Te 20 ml maseczki wystarczyło mi spokojnie na 10 aplikacji.

Była to moja najdroższa maseczka jaką stosowałam, 100 ml kosztuje 349 zł. Dla mnie to ot zwykła maseczka nawilżająca, nic specjalnego. W kolejce do zrecenzowania jest słynna czarna maska Glamglow, ale to już zupełnie inny post i całkowicie inna opinia.


Lubicie maseczki? Jakich teraz używacie?
Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Szybka akcja: sprzedam czyścik LUSH Angels On Bare Skin

Szybka akcja: sprzedam czyścik LUSH Angels On Bare Skin

Szybka akcja: sprzedam czyścik LUSH Angels On Bare Skin
Ostatnio trafiły do mnie trzy kosmetyki LUSH, które pokazywałam na Insta. Była to maseczkę Otafix, Mask Of Magnaminty i wspomniany w tytule czyścik. Użyłam go dwa razy, pozostawia bardzo przyjemną, lekko oleistą warstewkę. Niestety nie odpowiada mi zapach (migdałowo-lawendowy) i forma aplikacji produktu. Wiem, że ma dobre opinie, np. możecie poczytać u Marty, ale jednak nie jest to kosmetyk dla mnie. Dla mnie używanie produktu ma być przyjemnością, nie chce się z nim męczyć.


Kosmetyk był kupiony w połowie maja w Barcelonie, użyłam go dwa razy, zużycie widoczne na zdjęciach. Data produkcji to 01/05/15, data ważności to 01/08/15, cena wyjściowa to 8,95€, ja sprzedam za 30 zł już z przesyłką. Wpłata tylko na konto. Sprzedane.




Skład: Almendras Molidas (Prunus dulcis), Glicerina (Glycerine), Caolín (Kaolin), Agua (Aqua), Aceite de Lavanda ((Lavandula angustifolia)), Absoluto de Rosa (Rosa damascena), Aceite de Camomila Azul (Matricaria chamomilla), Aceite de Caléndula (Tagetes minuta), Resina de Benjuí (Styrax tonkinensis pierre), Flores de Lavanda (Lavandula angustifolia), *Limonene (*Limonene), *Linalool (*Linalool)

Jeżeli jesteś zainteresowana to pisz na maila odcienienude@gmail.com
Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Aktualizacja trądzikowa i efekty OCM [maj 2015]

Aktualizacja trądzikowa i efekty OCM [maj 2015]

Aktualizacja trądzikowa i efekty OCM [maj 2015]
Skończyłam kolejne, ostatnie opakowanie Diane-35, jakiś czas stosowałam OCM i czas na małą aktualizację.

Zaczną od efektów OCM – pierwszy tydzień był wspaniały. Twarz pięknie oczyszczona, a wągry z nosa zaczęły schodzić! Byłam naprawdę zachwycona efektami, twarz była promienna, jędrna, matowa. Niestety po 2 tygodniach na moich policzkach pojawiły się małe podskórne grudki. Mojej siostrze, która również zaczęłam stosować OCM, na czole wyskoczyło również sporo grudek. Odstawiłam i nie pojawiają się nowe, leczę Skinorenem i jest lepiej. Acz moja twarz miała ostatnio ogólnie gorszy czas. Byłam chora, pojawiło się kilka pryszczy, dwa bolące podskórne. Nie wiem czy te podskórne gule to kwestie choroby, czy OCM. Może kiedyś powtórzę eksperyment, z inną proporcją, póki co jednak jestem na nie.

Teraz stan mojej twarzy. Zacznę od przypomnienia:
Po pierwszym miesiącu anty (link do posta):


Po drugim miesiącu anty (link do posta):


Po trzecim:



W tej chwili również mam inne anty. Plan początkowy był taki, aby Diane brać do momentu, kiedy będę miała ładną twarz. Ogólnie jest w miarę uspokojona, pewnie wzięłabym jeszcze max.3 opakowania, ale miałam spore plamienie międzyokresowe. W tej chwili mam lek Atywia, zobaczymy jaki będzie efekt. Więcej też chyba sama nie zdziałam, pewnie wybiorę się jakoś do dermatologa. Mam też wrażenie, że zdjęcia wygładza stan cery i jest lepsza niż w rzeczywistości.
Z rzeczy poboczny zauważyłam, że moje włosy na rękach/nogach nie rosną już jak szalone, niestety włosy na głowie zaczęły mi znowu lecieć. Mam miliony krótkich baby hair, ale te na długości lecą niesamowicie. Używam wcierki z czarnej rzodkwi z Serboradinu, ale nie widzę efektów.

Nie wiem również czy będzie kolejna aktualizacja za 3 tygodnie, jeżeli stan mojej cery uleganie znacznej poprawie, to pewnie tak będzie, ale jeżeli będzie tak jak teraz, to nie będę wstawiać osobnego posta, wspomnę przy okazji jakiegoś innego może np. przy wrażeniach używania Luny. Używałam jej na początku roku, potem odstawiłam, gdy zaogniły mi się zmiany trądzikowe. Teraz cera nie jest tak zanieczyszczona i spokojnie mogę do niej wrócić. 


Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Moje pierwsze chińskie zamówienie: sukienka i pędzle

Moje pierwsze chińskie zamówienie: sukienka i pędzle

Moje pierwsze chińskie zamówienie: sukienka i pędzle
Ostatnio dostałam ze strony dresslink.com do wykorzystania kod na 20$. Długo zastanawiałam się co wybrać, początkowo szukała głównie sukienek. Musicie bowiem wiedzieć, że ja bardzo często chadzam w sukienkach, czy też spódniczkach. Podczas poszukiwań spodobało mi się kilka sukienek, ale większość była to mini, która nie zakryłaby mi pupy, a mam ją całkiem zacną jak na swój rozmiar 36. Mężczyzna nie narzeka, ale przecież na ulicy nie mogę świecić swoim orzeszkiem.


Ostatecznie wybór padła na sukienkę, która spodobała się mojemu Partnerowi. Mam nadzieję, że trafiłam z rozmiarem, wzięłam na wszelki wypadek L, bo to 10, a M była niby 6, a ja w 6 na pewno się nie zmieszczę, bo 8 to mój rozmiar. Dziwne, że jest przeskok dwóch numerów, a wolałam wziąć większą i dłuższą, najwyżej sobie zwężę. Mistrz małego krawiectwa  jest ze mnie! Sukienkę możecie zobaczyć tutaj, cena to 5,64$.

Jakiś czas temu był szał na chińskie pędzle. Ja pędzli mam sporo, wcześniej mnie jakoś specjalnie nie kusiły, ale moja Siostra się nad nimi zastanawiała, pewnie po testach trafią do niej. Wybrałam sobie set składający się z 10 pędzli, z tego co widzę na zdjęciu to każdy duży pędzel na malutkiego brata. Zestaw do obejrzenia tutaj, cena 6,92$.


Trochę mnie zdziwiła wysoka cena przesyłki7,91$, a samo zamówienie wyniosło 12,56$, znalazłam 15% kod rabatowy, więc zmieściłam się w kwocie bonu, acz myślałam, że bardziej zaszaleję. Sama strona masakrycznie długo się ładuje – wniosłam się na wyżyny swojej cierpliwości, zobaczymy czy warto. Rzeczy pokażę Wam jak tylko do mnie przyjdą, szacowany czas dostarczenia to od 10 do 25 dni roboczych, zobaczymy ile faktycznie będą do mnie szły. Zachęcam Was też do klikania w linki – wiecie jak to działa, im więcej kliknięć, tym zwiększają się moje szanse na kolejne kupony do sklepu.

Macie jakieś doświadczenia z chińskimi sklepami?
Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Champaca Blossom, Yankee Candle

Champaca Blossom, Yankee Candle

Champaca Blossom, Yankee Candle
Mam słabość do zapachu magnolii. To moja ulubiona nuta w produktach Organique. Gdy wybierałam nowe woski (notabene w Organique) mój nos zakręcił się wokół zapachu Champaca Blossom. W domu sobie wyszukałam, że cała ta champaca to właśnie jedna z odmian magnolii. Mam nosa;)


Wiecznie zielone drzewo jest obsypane jasnymi, żółtopomarańczowymi pąkami, które wykorzystuje się do ozdabiania buddyjskich świątyń. Energetyzujący, świeży zapach płatków kojarzy się z orientalnym wiatrem i dalekimi wyprawami.

Dla mnie zapach nie jest orientalny, a jest przepięknie kwiatowy, ale nieoczywisty, dość wyczuwalny. Przepiękny aromat, idealny na wiosnę. To taki mały zastępnik świeżych kwiatów w domu. Niestety też ten zapach, który możemy palić 2-3 razy, nie więcej, bo już nic nie czuć w pomieszczeniu.

Co aktualnie palicie?



Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Szaleństwo koloru! Kobaltowy eyeliner z Lovely

Szaleństwo koloru! Kobaltowy eyeliner z Lovely

Szaleństwo koloru! Kobaltowy eyeliner z Lovely
Wiecie, że ja z kolorami to tak na bakier raczej jestem. Nudna jest strasznie, w końcu nazwa bloga to nie przypadek.  Jednak w mej głowie narodził się pomysł na kolorową kreskę. W codziennym makijażu mam zawsze kreskę, cienie nakładam, gdy mam ochotę przeznaczyć więcej czasu na poranny makijaż. Okazja również była dobra, bo -49% w Rossmannie. Nie zastanawiałam się długo i do koszyka wpadł eyeliner w kobaltowym kolorze od Lovely.


Nie doczytałam, że jest to eyeliner matowy, ale no dobrze, nie będę się tego czepiać. To do czego się doczepię, to uczucie ściągnięcia powieki jakie mi towarzyszy po aplikacji produktu. Straszne. Początkowo myślałam, że to może kwestia tego, że nakładam produkt na powiekę bez żadnego cienia czy coś. Spróbowałam na bazie, efekt taki sam. Dodatkowo eyeliner po kilku chwilach pęka, wtedy też przechodzi uczucie ściągnięcia. Konsystencje produktu jest w porządku, nie jest za rzadka, ani za gęsta, jednak nie pozwala nałożyć jednakowo pokryć powieki. Są prześwity, a w niektórych miejscach zbyt gruba warstwa, która odznacza się intensywnością koloru.

Cieszę się, że nie wrzuciłam jeszcze jednego koloru, bo początkowo miałam taką ochotę. Niby zapłaciłam 4 złote, ale liczyłam na coś więcej. 

Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Błyszczyk, o którym ostatnio głośno, czyli Beautifying Lip Smoother z Catrice

Błyszczyk, o którym ostatnio głośno, czyli Beautifying Lip Smoother z Catrice

Błyszczyk, o którym ostatnio głośno, czyli Beautifying Lip Smoother z Catrice
Na samym początku zaznaczam, że to mój pierwszy błyszczyk od ponad 5 lat. Nie pamiętam też dlaczego odstawiłam błyszczyki, chyba poszłam po rozsądek do głowy i nie kupowałam ich, skoro nie używam. Ogólnie po coś do ust sięgam jak są moje wysuszone, nie jestem maniaczką ustową, Promocja w Rossmannie na kosmetyki do ust nie zrobiła na mnie wrażenia.


Błyszczyk ma bardzo wygodną formę aplikacji – mała gąbeczka, po naciśnięciu tubki wydostaje się na gąbeczkę kosmetyk. Szpinakożerca zapytał się, czy na początku gąbeczka jest czysta – tak jest czysta, jeżeli jest brudna, to ktoś już nam macał nasz kosmetyk. Forma gąbki jest dla mnie wygodna, nie lubię merdać pacynką/pędzelkiem czy innym cudem na kiju.



Błyszczyk jest dostępny w 3 kolorach – jeden bardziej karmelowy 01, mój 02 – trochę brzoskwiniowy   i 03 – lekko koralowo-różowy, który wydawał się, że może być za kolorowy na moich ustach. Mój kolor na ustach jest praktycznie niewidoczny. Dla mnie to absolutnie nie jest minus. Lubię usta, które są podkreślone, wyglądają apetycznie, a nie muszę się stresować, czy wydaję poza linię ust i będę wyglądać śmiesznie, tudzież strasznie. 

Kosmetyk wytrzymuje na ustach kilka dłuższych chwil, gdy go zjemy (smaczny jest:) to nadal czujemy, że nasze usta są zadbane i nawilżone. Jeżeli jednak Wasze usta są przesuszone i mają suche skórki, to przed nałożeniem zróbcie peeling, bo brzydko je podkreśla

Lubię po niego sięgać, trochę go molestuję i napisy się starły. Czy jest to super najlepszy błyszczyk do ust? Nie wiem. Ale za 15 złotych to bardzo przyjemny błyszczyk. Jeżeli uda mi się go wykończyć, to z wielką przyjemnością sięgnę po droższego brata z Clarinsa. 
Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Świetny pędzel do różu, Hakuro H24

Świetny pędzel do różu, Hakuro H24

Świetny pędzel do różu, Hakuro H24
Róż to jeden z moich ulubionych kosmetyków. Pięknie ożywia twarz. I chyba róży mam najwięcej wśród kosmetyków kolorowych.  Wiadomo, że jak róż, to i pędzel musi być. Do tej pory miałam pędzel z Ecotools, który jednak lepiej mi się sprawdza do rozświetlacza niż do różu, a ulubieńcem jest ten z  Hakuro H24.


Pędzel jest bardzo milutki, wykonany z włosia syntetycznego. Mam go od października 2013, ale dopiero od niedawna go uwielbiam, pewnie też z tego względu, że do różu nie zawsze pałałam miłością.


Pędzel doskonale znosi mycie, nie zauważyłam, aby cokolwiek z nim się stało. No dobra, skuwka jest lekko porysowana, a trzonek ma lekkie, cztery pęknięcia, ale ja go naprawdę myję co tydzień, czasem nawet częściej, podróżuje czasami ze mną i lekko nie ma ze mną. Najważniejsze jednak, że włosie jest nadal tak samo milutkie. Nie kojarzę również, czy wypadł z niego jakiś włosek. Pędzlem nakładam również czasami brązer, ale u mnie w codziennym makijażu, to róż wiedzie prym.


Jeżeli szukacie, taniego i dobrego pędzla do różu, to ja Wam bardzo go polecam. Kosztuje niecałe 30 złotych, a posłuży naprawdę długi czas.
Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Mega utrwalający żel do brwi, L’Oreal Brow Artist Plumper

Mega utrwalający żel do brwi, L’Oreal Brow Artist Plumper

Mega utrwalający żel do brwi, L’Oreal Brow Artist Plumper
Do tej pory miałam styczność z dwoma żelami do brwi: z Wibo oraz Catrice. Na blogu pojawiła się ich recenzja, ogólnie nie byłam z nich do końca zadowolona. Szukałam czegoś z lepszą szczoteczką i o ciemniejszym kolorze.
Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Kosmetyk, o którym nie wiem co myśleć

Kosmetyk, o którym nie wiem co myśleć

Kosmetyk, o którym nie wiem co myśleć
Mowa o regulującym serum z mącznicy lekarskiej z John Masters Organics, na które się skusiłam pod wpływem AniIwetto. Serum ma za zdanie równoważyć gospodarkę tłuszczową skóry i regulować produkcję sebum. Wykazuje również działanie antybakteryjne, kojące i łagodzące, dzięki czemu może być stosowane jako produkt do leczenia wyprysków.



Produkt ładnie radził sobie z moimi pryszczami (byłam jeszcze przed hormonami), uspokajał je, łagodził. I to chyba wszystko co zauważyłam podczas 3 tygodniowego stosowania na dzień i na noc. Serum jest niewydajane, aby pokryć moją twarzy musiałam wydobyć 3 pompki preparatu, pompka strasznie rozbryzgiwała serum i sporo lądowało obok dłoni.  Po wspomnianych 3 tygodniach zużyłam pół opakowania, resztę stosowałam nieregularnie i nie zauważyłam żadnego efektu. Producent obiecuje regulację wydzielania sebum, ja jednak tego nie doświadczyłam. 

Skład: aloe barbadensis (aloe vera) eaf juice, lavandula angustifolia (lavender) flower water, salix nigra (willow) bark extract, epilobium fleischeri extract, glycerin, leuconostoc/radish root ferment filtrate, arctostaphylos uva ursi (bearberry) leaf extract, camellia sinensis (green tea) leaf extract, oryza sativa (rice) extract, candida bombicola, glucose, methyl rapeseed ferment, sclerotium gum.

Nie jest to zły kosmetyk, bo nawet ładnie łagodził moją trądzikową cerę, ale jest mało wydajny, pompkę ma tragiczną (dziewczyny też o tym wspominają), a cena wysoka ok. 149 zł, ale można naleźć i o połowę niższą. W tej chwili kosmetyk jest niedostępny na stronie producenta, ale widziałam, że jest osiągalny w drogeriach internetowych.

Powrotu raczej nie będzie, ale nie jest to tragiczny kosmetyk. 
Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Dlaczego warto iść do technikum

Dlaczego warto iść do technikum

Dlaczego warto iść do technikum
Dziś post zupełnie inny od wszystkich. Wiem, że przed niektórymi moimi Czytelniczkami ważna decyzja, wybór szkoły średniej. Sama 10 lat temu wybrałam technikum i jestem  z tej decyzji zadowolona.
Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Co ze mnie za kobieta

Co ze mnie za kobieta

Co ze mnie za kobieta
Za posta urodzinowego zabierałam się od kilku dobrych tygodni. Pisałam, myślałam, aż w końcu pomyliłam daty. Data pierwszego posta to 05/05/2013, chciałam posta opublikować 05/05/2015 – takie piękne piąteczki by były, a tu przegapiłam moment. Nie pamiętam daty poznania Partnera, pierwszej randki, pierwszego pocałunku, daty zamieszania razem, to jeszcze teraz nie pamiętam daty urodzin swojego blogaska. Wstyd panienka, jak mawia moja Mama. 

Zagnijmy jednak czasoprzestrzeń i udajmy, że jest 05/05/2015 i dziś jest TEN DZIEŃ

To już dwa lata! Nawet nie wiecie jak się cieszę. Mój blogasek ma drugie urodziny. Piszę dla Was regularnie, do tej pory ukazało się ciut ponad 407 postów, ten jest 408. Cieszę się, że jest Was ze mną tak wielu, że czytacie, odwiedzacie i komentujecie. 


Co się zmieniło przez te dwa lata? Wiele i zarazem nic. Nie zmieniłam się ja, ale w końcu mam hobby, mam pasje. Całe dzieciństwo, podstawówkę, szkołę średnią i część studiów nie miałam żadnej pasji. Bardzo mi to przeszkadzało na początku – wiecie, zawsze miałam czas na zabawy na podwórku, a koleżanki tańce, harcerstwo, szkoła muzyczna. Było mi przykro. Potem jakoś lepiej, w szkole średniej zaczęłam sobie dorabiać, więc czasu było mało, licencjat przeminął na trzech stałych zleceniach i też czasu mało. Potem poszłam do normalnej pracy i studia zaoczne i nagle okazało się, że mam dużo czasu. Fajne jest to, że można się zdrzemnąć po pracy i pooglądać Salon Sukien Ślubnych, ale ileż można! Coś trzeba robić! Przyszedł pomysł na bloga, bo skoro sama zaczęłam czytać namietnie, to chyba i ja mogę zacząć sama tworzyć. Teraz mam blogaska, kocham, uwielbiam, jest mój! Moje Dziecko!

Jestem też z siebie zadowolona, bo pomimo, iż jestem blogerką w branży kosmetycznej, to nie mam szafek w zapasach. Jasne, mam trochę za dużo kosmetyków, kilka trzymam z sentymentu i ich się nie pozbędę, ale nic się nie wylewa, nie wyrzucam z powodu przeterminowania. Trochę oddaję Siostrom, ale bez przesady. 

Sporo czytałam o hejcie, przykrych komentarzach, które pojawiają się na innych blogach. Jestem jednak w tym temacie wielką szczęściarą, bo nigdy nie dostałam żadnego hejterskiego komentarza, nigdy nie napisał na moim blogu niczego przykrego. Dziękuję Wam, że zostawiacie komentarze i że możemy ze sobą rozmawiać

Z okazji drugich urodzin chciałabym Wam coś sprezentować. Tylko nie wiem co. Kilka rzeczy z Makeup Revolution, może jakaś paletka The Balm, pędzle Zoeava czy może jakiś kosmetyk luksusowy? Marc Jacobs, Tom Ford czy może Chanel? Tutaj liczę na Waszą pomoc i zostawienie swoich preferencji w komentarzach. Dajcie znać co Wam się marzy.

Mam nadzieję, że będziecie ze mną za rok bez 4 dni.


Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Czym myć pędzle – BrushEgg i rękawica do masażu z Rossmanna

Czym myć pędzle – BrushEgg i rękawica do masażu z Rossmanna

Czym myć pędzle – BrushEgg i rękawica do masażu z Rossmanna
Pędzli mam dość dużo – szczególnie lubię te do twarzy. Najwięcej problemu mam z myciem tych, których używam do podkładu. Może problem to jest złe określenie, jest to dla mnie najbardziej czasochłonne  i uciążliwe. Do pomocy do mycia pędzli mam dwa gadżety – rękawicę do masażu z Rossmanna i BrushEgg.


Rękawica z Rossmanna jest skuteczniejsza w działaniu. Mam wrażenie, że jej króciutkie włoski lepiej sobie radzą z wymywaniem resztek podkładu z pędzla. Jajeczko lepiej leży w dłoni, choć można też założyć je na dwa palce. Tutaj jeden warunek, musicie mieć mikro paluszki, bo ja mam małe, a wkładanie ich do środka nie jest wygodne. Komfort mycia pędzli przy użycia jajka jest dla mnie większy. Lubię nim myć pędzle do oczu i ogólnie te mniejsze, których nie używam do podkładu. Te większe zdecydowane wolę myć na rękawicy. Minusem obu gadżetów jest taki, że moczę sobie rękę. Myślałam początkowo, że nie będzie mi to przeszkadzać, przecież wcześniej myłam i też miałam mokre dłonie. Przeszkadzam mi to szczególnie teraz, gdy mam strasznie przesuszającą się skórę dłoni i  stałam się trochę bardziej rozpieszczona.


Jajko możecie kupić na Ebay, ja płaciłam ok. 5 złotych. Gdzieś mi również mknęło, że jakaś drogeria internetowa je ma, ale nie mogę znaleźć. Koszt rękawicy z Rossmanna to 13,99.


Z tych dwóch gadżetów jestem ogólnie zadowolona, ale nie spełniają do końca moich oczekiwań. Czekam aż u Hani pojawi się znowu jej rękawica i ją zakupię. Nie będę musiała moczyć łapki i komfort mycia pędzli będzie na najwyższym poziomie. 

Moim pędzelkom również podczas mycia funduję małe SPA. Nakładam na włosie odrobinę maski do włosów, której aktualnie używam. Leżakują sobie chwilę, czasem z akompaniamentem Chilli Zet, potem zmywam maskę, osuszam i leżakują na ręczniku do momentu wyschnięcia. Po masce włosie jest mięciutkie, szczególnie różnicę czują na tych z włosiem naturalnym. Do mycia używam zazwyczaj aktualnego mydła do rąk/szamponu, ogólnie różnie i nie przywiązuję do tego wagi.

Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Ulubieniec kwietnia

Ulubieniec kwietnia

Ulubieniec kwietnia
Moi ulubieńcy są zazwyczaj bardzo skromni, dziś jednak nad wyraz i tylko jeden produkt – olejek passiflora z Femi.


Olejek passiflora to wspaniała propozycja dla często spotykanej cery kobiecej, niezwykle delikatnej, skłonnej do podrażnień, z nadmierną grą naczynek. Aplikacja jedwabistego olejku jest jak kojący, delikatny okład, skutecznie chroni cerę przed niespodziankami klimatu, atakiem wolnych rodników i promieni UV. Zawiera olej z nasion passiflory, skwalan, koenzym Q10 oraz olejki eteryczne z róży, cyprysa i rumianku.
Olejek Passiflora to skoncentrowane lipidowe płynne serum, które głęboko wnika w skórę i stymuluje procesy jej odnowy i regeneracji. Nałożone tuż przed aplikacją kremu intensyfikuje jego działanie.


Na mojej problematycznej, trądzikowej cerze spisał się wyśmienicie. Pięknie łagodził wszelakie zaczerwienienia, uspokajał moją cerę. 4-5 kropli olejku nakładam wieczorem na umytą twarz, a rano wyglądała ona na odżywioną, zdrową i zadbaną. Jeżeli widziałam, że moje cera rano potrzebuje jeszcze odrobiny nawilżenia to dodawałam 1-2 krople do kremu. Olejek dodatkowo bardzo ładnie pachnie – lekko ziołowo, lekko słodkawo, dla mnie bardzo interesująca. Olejek stosuję codziennie, od ponad miesiąca i widzę lekki ubytek w buteleczce, wróżę mu długie chwile w swojej kosmetyczce.

Skład: passiflora incarnata oil, arachis hypogaea oil, squalane, ubiquinone, tocopheryl acetate, tocopherol, rosa damascene oil, matricaria, chamomilla oils, cupressus sempervirens oil, citronellol, geraniol, limonene, linalool

Jeżeli jak ja jesteście fankami olejków do twarzy, to bardzo serdecznie go Wam polecam! Do nabycia jest na stronie producenta.

Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

Nowości kwietniowe

Nowości kwietniowe

Nowości kwietniowe
Swoje kwietniowe zdobycze pokazywałam w tym miesiącu w miarę na bieżąco, ale w międzyczasie  coś kupowałam. 

Zostawiam na początek wcześniejsze zakupy:
Skończyło lub prawie mi się skończyły rzeczy do włosów. Rzecz, która ratuje moje wyjścia do pracy w leniwe dni, to suchyszampon Batiste (14,99), wersja oryginalna to aktualnie jedna z moich ulubionych. Błyskawicznie regenerująca odżywka w sprayu z Pantene (14,99). Wieki nie miałam kosmetyków z tej firmy i zapomniałam jakie mają zapachy! Do mojego koszyka trafił też szampon dodający objętości z Isany (9,99), na pierwsze kilka myć jestem bardzo na tak.

Wykończyłam swoje dwa kremy do rąk, jeden domowy i pracowy. Ten regenerujący z Evree (8,99) pachnie jak typowe mydło w kostce, jeden z zapachów dzieciństwa. Krem  z mocznikiem z Isany (4,99) to powrót po kilku miesiącach. Bardzo go lubię!

W Biedronce chwyciłam krem do rąk z kolagenem morski (4,99). Skusiła mnie pompka, która jak się okazało nie działa i strasznie mnie irytuje odkręcanie tego kremu. Krem ma właściwości wygładzające i sam w sobie jest na plus, dodatkowo ślicznie pachnie. Chusteczki do demakijażu (3,49) będą mi głownie służyły do wycierania dłoni podczas porannego makijażu, do twarzy ich raczej nie będę używać.

Aktualnie mam romans z dwufazowym płynem do demakijażu z Mariona (8,99). Jest w porządku, acz ma dziwne właściwości rozgrzewające moje oko. Mam mieszane uczucia.


Wygrałam również zestaw kosmetyków Mary Kay u Agathalover. Puder brązujący ma śliczne tłoczenie i ma ciepły odcień, acz pasuje on mojej żółtej cerze. Pędzel kabuki jest strasznie szorstki, nie używałam go. Szminka w odcieniu Barely Nude to kosmetyk, który pięknie podkreśla naturalny kolor ust i ma bardzo ciekawe zamykanie na klik.


Rossmannowska promocja naoczna zaowocowała u mnie nadmiarowym zakupem cieni w sztyfcie z Bell (14,99*). Zauroczyły mnie dwa kolory: 04-lekko różowe złotko i 05-typowy taupe. Solo są przeciętne, ale na bazie i przypudrowane cieniem przetrwały ćwiczenie na orbitreku, przejażdżkę rowerową na moich ultra tłustych powiekach. To wrażenie po 2 użyciach, ale mam ochotę na jeszcze jeden, bardziej szalony kolor.


Eyeliner z Lovely (6,99*) to masakra. Mam go właśnie na oczach i czuję jak nieprzyjemnie zastygł na powiece, jak mi ściąga skórę. W dodatku nierówno maluje. Chyba zaraz poleci do kosza. SuperLiner z L’Oreala (35,99*) to już moja 4 sztuka. Najlepszy ever, mój aktualny egzemplarz mam od kilku dobrych miesięcy i chcę go już wymienić. Żel do brwi Brow Artist Plumper z L'Oreal (35,99*) nieźle ujarzmia włoski, muszę się go nauczyć nakładać, bo czuję go na brwiach.


Moje woski są lekko na wykończeniu i skusiłam się na dwa zapachy (7,00).  Champaca Blossom to jak się okazało kwiat magnolii, za którą bardzo przepadam. Turquoise Sky to piękny, rześki zapach, trochę morski.

Co Wam wpadło do koszyka w poprzednim miesiącu? Zaliczyłyście udane łowy w Rossmannie?

Ceny z * to ceny bez promocji.



Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem