Zdzierak do ust od Sylveco

Zdzierak do ust od Sylveco

Zdzierak do ust od Sylveco

Kosmetyki Sylveco ostatnio podbijają blogosferę, ale bardzo słusznie, bo to polska firma, a nasz biznes powinnyśmy wspierać! Jednym z moich ulubieńców jest krem do brzozowo-nagietkowy. Dziś również o bardzo dobrym produkcie.


Pomadka peelingująca pachnie olejkiem migdałowym, słodko, mi bardzo to odpowiada. Sunąc sztyftem po ustach czujemy jak kryształki cukru ścierają naszą skórę.  Robi to dość skutecznie, usta po kilku użyciach są pozbawione suchych skórek, pięknie gładkie i gotowe do rozdawania całusów. Kryształki cukru są naprawdę mocne i ostre, ale krzywdy nie zrobią. Pomadka zostawia na ustach bardzo przyjemną powłoczkę, raczej bez smaku, ale wcześniej musimy zlizać drobinki cukru. Dla mnie nie jest to żaden minut, każda słodycz jest dobra.


Cena standardowa ok.10 złotych, opakowanie równie zwykłe (ah gdyby wszystkie pomadki miał tak fajne opakowania jak Celia Nude), pomadka przychodzi do nas w kartoniku. Ważna 3 miesiące od otwarcia, ale ja zawsze do takich krótkich dat podchodzę z lekką rezerwą. Do póki nie śmierdzi, nie wygląda podejrzanie, to stosuje taki kosmetyk.

Skład: Olej sojowy,  Wosk pszczeli,  Cukier trzcinowy,  Lanolina,  Olej z wiesiołka,  Wosk carnauba,  Masło kakaowe,  Masło karite (Shea),  Betulina,  Olejek z gorzkich migdałów

I jak wersja z cynamonem totalnie mi nie przypadła do gustu, tak tą bardzo, ale to bardzo lubię i wróżę jej niejedno opakowanie w mojej kosmetyczce.

Mam 27 lat i ciągle walczę z trądzikiem. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;)

Maseczka na kaca

Maseczka na kaca

Maseczka na kaca

Kaca mam wybitnie rzadko, bo wybitnie rzadko piję alkohol, a jeszcze rzadziej w takiej ilości coby mieć kaca, acz raz się zdarzyło iż maseczka uratowała mi życie, gdy poprzedniego wieczora wypiłam za dużo wina, a kolejnego dnia trzeba było iść do pracy. Mowa o ekspresowej maseczce odświeżającej od Bani Agafii.



To co czyni maseczkę ratunkiem na kaca to jej orzeźwiającej działanie. Wszystko za sprawą mięty, która ma działanie lekko chłodzące. Maseczka potrafi w kilka chwil obudzić naszą twarz, zostawiając  ją świeżą i nawilżoną. Zapachem przypomina miętowe cukierki na wagę, takie które da się spokojnie gryźć, takie biało-miętowe, nie landrynkowate. Dla mnie zapach bardzo przyjemny, ale ja ogólnie lubię miętę, byle nie był to kolor.

Opis producenta:
Lekka maska na syberyjskich ziołach, głęboko nawilża, tonizuje, szybko regeneruje zmęczoną skórę. Dzięki naturalnym składnikom maska działa natychmiast i efektywnie, usuwa ślady zmęczenia, odświeża i udoskonala kolor twarzy. Organiczne ekstrakty wiązówki błotnej, irysa syberyjskiego i przewrotnika pospolitego – zawierają dużą ilość kwasów organicznych, flawonoidów, posiadających antyoksydacyjne, nawilżające, przeciwzapalne i gojące działanie. Przywracają prawidłową przemianę materii w skórze, zapobiegając pojawieniu się oznak starzenia się. Mięta - tonizuje skórę twarzy.

Jedyne z czym polemizowałabym to nawilżenie – dla mnie jest raczej lekkie niż głębokie, ale maseczkę bardzo polubiłam. Myślę, że będzie idealna na sezon letni.



Skład: Aqua, Glycerin, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Organic Spiraea Ulmaria Extract, Iris Sibirica Extract, Mentha Piperita (Peppermint) Leaf Extract, Alchemilla Vulgaris Extract, Mentha Piperita (Peppermint) Leaf Oil, Xanthan Gum, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Sodium Hydroxide, Parfum, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid.

Maseczkę kupiłam w drogerii Jasmin na Dworcu Centralnym w cenie ok. 8 złotych, w Internetach można dostać już 5 złotych z kawałkiem. Opakowanie zawiera 100 ml produktu i forma zakręcanego woreczka jest bardzo praktyczna.

Bardzo polecam! 



Mam 27 lat i ciągle walczę z trądzikiem. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;)

Woda termalna Uriage

Woda termalna Uriage

Woda termalna Uriage

Ah. Do tej recenzji zbierałam się dobry rok, jak nie dłużej. Woda termalna gości u mnie długo, raz mam fazy na nie potrzebuję, gadżet, ot wymysł. Kolejnego razu stwierdzam, że w sumie do wielu rzeczy jej używam.
Mam 27 lat i ciągle walczę z trądzikiem. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;)

Malinowa rozkosz, czyli masło do ciała Greenland

Malinowa rozkosz, czyli masło do ciała Greenland

Malinowa rozkosz, czyli masło do ciała Greenland

Jestem cielesnym sucharkiem. Bardzo lubię oliwki do ciała, ale nie gardzę również masłami do ciała. Balsamy mnie jakoś nie kręcą.



Malinowe masło do ciała doskonale nawilża, zmiękcza i chroni skórę zapobiegając utracie wilgoci i wysuszaniu. Aktywne składniki to masło kakowe, masło Thea, gliceryna, wosk pszczeli i oliwa z oliwek.

To co mnie urzeka w tym produkcie niesamowity zapach. Pięknie pachnie malinowo, nie jest do końca to faktyczny zapach malin, ale jest on spotęgowany, świeży, owocowy, przywołuje na myśl cudowne lato. Absolutnie nie jest męczący. Coś idealnego dla fanek owocowych zapachów. Zapachowe cudo!



Konsystencja tego masła jest specyficzna – mimo, że jest bardzo gęste, dość zbite, ale jednocześnie lekkie. Wrażenia podobne jak do masła z The Body ShopGładko rozprowadza się na ciele, wchłania dość szybko, jednak zostawia lekką warstewkę, która jest dla mnie nieprzyjemna w okolicy łydek. Nie jest to coś strasznego, ale czuję go.

Działanie jest takie jak opisuje producent - doskonale nawilża, zmiękcza i chroni skórę zapobiegając utracie wilgoci i wysuszaniu. Spokojne mogę używać tego kosmetyku 2x w tygodniu, a skóra jest zadbana. Warunek jest jednak taki, że używam normalny żel pod prysznic,  a nie takiego brzydala, jak opisałam ostatnio.


Skład: Aqua (Water), Cyclopentasiloxane, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Theobroma Cacao (Cocoa), Seed Butter, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Glyceryl Stearat, PEG-100 Stearate, Cera Alba (Beeswax), Lanolin Alcohol, Rubus Iaeus (Raspberry) FruitExtract, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Parfum, Xanthan Gum, Tocopherol, Limonene, Alcohol, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, Linalool, Methylisothiazolinone, Xexyl Cinnamal, Sodium Hydroxide

Ogólnie z działania masła jestem zadowolona, denerwuje mnie ta warstwa, którą wyczuwam tylko na łydkach.  Kosmetyki Greenland możecie kupić w Hebe  oraz SuperPharm. Masło kosztuje ok. 20 zł w promocji.


Mam 27 lat i ciągle walczę z trądzikiem. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;)

Suchary na maksa!

Suchary na maksa!

Suchary na maksa!

Bardzo lubię piękne zapachy z Bath&Body Works. Kiedyś, jeszcze w czerwcu zakochałam się w ich mydłach w piance. Miałam wtedy wersję Pink Chifon i uwielbiałam to mydełko. Podczas zimowych wyprzedaży nabyłam m.in. 3 mydełka w piance i żel pod prysznic.


Mydło Cozy Vanila Cream pachnie słodko, lekko karmelowo. Ogólnie przyjemnie dla nosa, choć zapach nie powala niczym specjalnym. Wybierałam go jednak zaocznie, więc się ciszę, że nie okazał się śmierdzielem. Zapach utrzymuje się kilka dłuższych chwil na dłoniach.


Mydełko tworzy lekką, kremową piankę, raz dwa radzi sobie z wszelakimi zabrudzeniami. Używam go w kuchni, nie ma lepszego myjadła do ufajdanych tłuszczem rąk. Jednak mydło straszliwie wysusza moje łapki. Bardzo je wysusza, jestem mega zdziwiona, bo wersja Pink Chifon absolutnie tego nie robiła. Nie wiem czy to kwestia zimy, czy co. Dam znać za pół opakowania, które jeszcze mi zostały. Cena bez żadnej pro to 29 złotych, ja kupiłam w promocji 3 opakowanie za 30 ziko.




Podobnie sprawa ma się z pięknie pachnącym żelem do ciała Pure Paradise. Zapach jest świeży, le jednoczesne słodki, utrzymuje się na ciele po kąpieli. Żel jest bardzo gęsty, ładnie się pieni, jest wydajny. I wysusza skórę. Po użyciu jest bardzo sucha, aż ściąga i szczypie. Raz na tydzień, dwa jest okay, ale codzienne używanie to masakra, konieczność nałożenia od razu grubej warstwy nawilżacza. Cena za 238 ml to 49 zł, ja kupiłam za 27,90.



Smutno mi trochę, że teraz mnie te produkty wysuszają, zobaczę jak będzie w sezonie letnim. Póki co zostanę na pewno przy ich wkładach do kontaktu, bo pachną przepięknie.

Inne kosmetyki z BBW:
Edit w lipcu: mydło nie wysusza rąk, na miesiące letnie jest okay!
Mam 27 lat i ciągle walczę z trądzikiem. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;)

Rozdanie niespodzianka [22.03-08.04.2015]

Rozdanie niespodzianka [22.03-08.04.2015]

Rozdanie niespodzianka [22.03-08.04.2015]

Kochane przychodzę dziś do Was z rozdaniem niespodzianką. Nie powiem Wam co tam jest, ale powiem że jest tam kilka dobroci z Bath&Body Works, Clinique, Estee Lauder i L’Occitane.


Czujecie się zachęcone? Jeżeli tak, to zapraszam do zgłaszania się w formularzu.
Zasady jak zwykle proste – wystarczy być moim obserwatorem, wszelakie inne opcje są dodatkowe.

Instagram
Fanpage

 Wysyłka tylko na teren naszego pięknego kraju. Konkurs trwa do 8 kwietnia.



To co, powodzenia! 

--

Prośba o klikanie u Ines - moje hasło ma numer 11 i brzmi Dżentelmeńska umowa między mną, a upływającym czasem dzięki masce pod oczy GlamGlow Brightmud Eye Treatment



Mam 27 lat i ciągle walczę z trądzikiem. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;)

10 letnia historia mojego trądziku

10 letnia historia mojego trądziku

10 letnia historia mojego trądziku

Zbierałam się bardzo długo do tego posta. Od dwóch lat. Piszę teraz, bo zapominam wiele rzeczy, a w mym życiu znowu temat trądziku wysunął się na prowadzenie. 

Lat mam w chwili obecnej 25 i z trądzikiem zmagam się od ponad 10 lat. Na początku, w gimnazjum były jakieś tam pojedyncze pryszcze, ale jakoś nic upierdliwego. Albo nie pamiętam. W szkole średniej zmagałam się z bardziej nasilonym trądzikiem, pamiętam, ze moim problemem były ogromne bulwy. Jakoś na początku 3 klasy rozpoczęłam antykoncepcje hormonalną – niestety nie zauważyłam jakiegokolwiek pozytywnego wpływu na stan mojej cery. Tak sobie żyłam z tym trądzikiem. Nie pamiętam, abym miała przez niego niższe poczucie wartości, czy coś, wkurzał mnie niemiłosiernie, ale nie był to powód do szlochów  w poduszkę. Oczywiście w tym czasie bywałam u różnych dermatologów, miałam jakieś środki doustne, maści, żele i cuda na kiju. Nic nie dawało dobrego skutku. Warto też zaznaczyć, że nie miałam mega mocnego, okropnego, czerwonego i strasznie ropnego trądziku. On był, krostki, pryszcze, bulwy, ale nie miałam mega zaognionego stanu.

Na pierwszym  roku studiów (6 lat temu) poszłam do kosmetyczki. Trafiłam do świetnej Weroniki, która poleciła mi swojego dermatologa, krem pichtowy i kazała wrócić jak zaleczę ropne stany, a potem zaczniemy mikrodermabrazję i kwasy. Dermatolg trochę zaleczył trądzik jakimiś doustnymi lekami, ale nie było cudów. Serię zabiegów zaczęłam od stycznia, 2x w miesiącu miałam wykonywany zabiega z kwasami – migdałowym/glikolowym, mikrodermabrazję i kawitacje. Moja cera po 3 miesiącach wyglądała w końcu ładnie. Naprawdę. Przez 2 miesiące, potem zaczęło się lato i kosmos na mojej cerze. Próbowałam ratować ją przez wrzesień, październik, ale to była walka z wiatrakami, kiszka straszna. Nie było tak dobrych efektów jak za pierwszym razem. Zdecydowałam się, że dosyć. Czas na kurację retinoidami. Brałam przez 6 miesięcy odpowiednią dawkę leku Axotret, który już po 2 miesiącach przyniósł gładką twarz. Dodatkowo mega suchą skórę na całym ciele, bóle w stawach, migreny. Suchą skóre na ciele mam nadal. Kurację skończyłam w czerwcu, miałam piękną twarz. Ciągle od 3 klasy szkoły średniej brałam środki antykoncepcyjne (Cilest). Cieszyłam się piękną twarzą przez kilkanaście miesięcy. Praktycznie zero jakichkolwiek problemów z cerą, jedynym problemem była nadmierne świecenie, ale to naprawdę był pikuś.


Od lutego 2014 zaczęłam brać inne anty, bo pojawiły się spore problemy z plamieniem międzyokresowym. Od lutego do lipca przerobiłam 3 różne anty (Vibin mini, plastry Elvre i coś jeszcze, nie pamiętam), ale problem z plamieniami był, postanowiłam zrobić sobie przerwę od leków. I wtedy na mojej twarzy zaczęło się. Bulwy, pryszcze, podskórne gule. Doprawiłam się też Ziają Manuką. Udałam się do dermatologa we wrześniu. Ten zaproponował ponowną kurację retinoidami i w sumie byłam już bardzo na tak, ale uznałam, że kurczę to zmiana hormonalna. Podczas kuracji trzeba stosować anty (zalecenie gina), odstawie kiedyś i znowu mnie wypryszczy? Uznałam, że pójdę do innego dermatologa, poproszę o badania hormonalne. Lekarz mnie wysłał do gina, trafiłam na sensowną babkę, która skierowała  mnie na badania hormonalne do szpitala. I tu zaczęła się jazda, bo aby dostać się na takie 3 dniowe badania i obserwacje trzeba trafić z 10 dniem cyklu, który wypada w poniedziałek, środę lub w piątek, bo tylko wtedy przyjmują do szpitala, no i oczywiście musi być miejsce na oddziale. Bujałam się do grudnia z tematem,  nigdy nie pasowało, dodatkowo nigdy nie wiedziałam kiedy dostanę okres, bo był nieregularny. W grudniu uznałam, że robię takie zwykłe badania z krwi, zobaczymy co wyjdzie. Liczyłam, że okaże się, że mam za wysoki testosteron, to wyjaśni się mój powód nadmiernego owłosienia. Zawsze byłam bardzo owłosiona, ale od wakacji na udach moje włosy zaczęły być mocniejsze, szybciej rosły na całym ciele. Dodatkowo masakrycznie przetłuszczają mi się włosy, a na plecach mam znowu sporo bulw. Jednak wyniki wyszyły piękne. Idealne.

Przez cały czas od lipca nie stosowałam żadnych leków na trądzik. Tj. miałam jeden, nic nie dał i uznałam, ze na zmiany hormonalne muszę zaatakować hormonami, a nie żelami co nic nie dają tylko ogromne zyski firmom farmaceutycznym. Nie wierzę dermatologom. Starałam się przez ten czas dobierać dobre kosmetyki do mojej cery, kwasy, kolagen, olejki, ale zero cudownych maści od dermatologa.

Poszłam do gin na początku stycznia, z pięknymi wynikami – no nic, zaczynamy antykoncepcję. Zobaczymy czy pomoże. Czekałam na okres przez 50 dni, poszła do lekarza, dostałam środki na wywołanie miesiączki, aby móc rozpocząć anty, po kolejnych 10 dniach dostałam okres.

Zmiany jakie zauważyłam po pierwszych 5 dniach stosowania anty (Diane-35), to wygładzenie twarzy, nie pojawiły mi się podskórne, ogromne bulwy, przebarwienia nagle pojaśniały. Jednak w chwili obecnej mam jakieś podskórne małe krostki, pojawiły się dwa pryszcze, nadal jestem lekko zasyfiona, ale jest lepiej. Siostry stwierdziły, że twarz wygląda lepiej, to było w niedzielę. W środę skończyłam opakowanie, od czwartku mam w brzydkie 3 podskórne pryszcze. Jej gorszy polik ma się tak:



Piszę to wszystko, aby nie zapomnieć jak to wygląda. Czas mega szybko upływa, chce mieć jakąś historię swojej choroby, co kiedy, jakie efekty. Szczególnie teraz, kiedy wróciłam do anty.

Bo mimo, że trądzik nie powoduje u mnie braku pewności siebie, nadal jestem pyskata i nie mam problemu, aby wyjść do ludzi z 3 ogromnymi pryszczami na twarzy i jeszcze przemawiać do innych, to wkurza mnie, że to cholerstwo ciągle jest w moim życiu i czasem chce mi się płakać. Bo taka śliczna jestem (skromna też), a tu na twarzy pryszcze. Jak tu prowadzić pięknego blogaska, pokazywać piękne kosmetyki na mojej twarzy, skoro jej wyjściowy stan nie jest dobrym płótnem do kosmetyków kolorowych? Oczywiście trochę spłycam, wiem również, ze niektórzy mają mega trądzik, mega głębokie blizny, ect. Ale ja nie chce już więcej wkurzać na swoją twarz, stwierdzać, że bez sensu się malować, skoro makijaż wygląda źle. Pojawiają się pierwsze zmarszczki mimiczne (nie uśmiechaj się tyle, nie mruż oczu!), a ja nadal walczę z trądzikiem.

Jaka jest Wasza trądzikowa historia? Ja wrócę z aktualizacją swojej po kolejnym opakowaniu anty.

Mam 27 lat i ciągle walczę z trądzikiem. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;)

Czym podkreślać brwi, czyli porównanie żelu z Catrice i Wibo

Czym podkreślać brwi, czyli porównanie żelu z Catrice i Wibo

Czym podkreślać brwi, czyli porównanie żelu z Catrice i Wibo

Brwi moje z natury są ciemne, dość gęste, ale okrzesane. Są raczej mało wymagające. Od żelu głównie oczkuję lekkiego ich ujarzmienia, tj. jeżeli jakiś odstający włosek to chcę, aby go utrzymał. Mogłabym to osiągnąć żelem bezbarwnym, ale wszelakie bezbarwne mają przeźroczyste opakowania, a po kilku dniach taki żel jest cały ufajdany, mętny i w ogóle brzydki. Psuje mi względy estetyczne podczas stosowania produktu. Z tegoż powodu sięgam po żele kolorowe.
Mam 27 lat i ciągle walczę z trądzikiem. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;)

Pędzel Zoeva 109 – zostawić?

Pędzel Zoeva 109 – zostawić?

Pędzel Zoeva 109 – zostawić?

Do mojej kolekcji  dołączyło dziś kolejne dziecko – pędzel Zoeva 109 w wersji vegan, czyli wykonany z włosia syntetycznego. Pędzel służy do konturowania twarzy, w szczególności do nakładania brązera (wiem, większość osób pisze bronzera, ale mamy brąz, a nie bronz), słyszałam też, że nadaje się do nakładania rozświetlacza.


Pędzelek przyszedł dziś i czuje się trochę rozczarowana – jest jakiś taki malutki, wąziutki i tego włosia tak mało jest. Nie chce tego go używać, bo zastanawiam się czy go nie oddać. I tu pytanie do Was – macie ten pędzel? Jest sensowny? Bo kurczę dość drogi był, zapłaciłam za niego 55 ziko, a nie jestem przekonana czy jest wart posiadania w swojej toaletce. Czy nie zrobię sobie nim krzywdy?

Tutaj porównanie do Hakuro H24 i do rózu/brązera z Ecotools (brudny, przepraszam, ale post pisany na gorąco):



Zostawiać? Macie? Polecacie?

ps. posta piszę tak na szybko, bo czas tu nagli, a lampa i aparat wybitnie nie chcą dziś współpracować, przepraszam za niezbyt dobre zdjęcia. 

--

Prośba o klikanie u Ines - moje hasło ma numer 11 i brzmi Dżentelmeńska umowa między mną, a upływającym czasem dzięki masce pod oczy GlamGlow Brightmud Eye Treatment





Mam 27 lat i ciągle walczę z trądzikiem. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;)

Pomożecie? [Konkurs Glam Glow]

Pomożecie? [Konkurs Glam Glow]

Pomożecie? [Konkurs Glam Glow]

Kochane mam ogromną prośbę do Was. Biorę udział w konkursie u Ines Beauty, w którym mogę wygrać jedną z masek Glam Glow. Baaaaardzo chciałabym wygrać i tu ogromna prośba do Was – zagłosujecie na mnie? Moje hasło ma numer 11 i brzmi: Dżentelmeńska umowa między mną, a upływającym czasem dzięki masce pod oczy Glam Glow Brightmud Eye Treatment”.


Osoby, które zagłosują również mogą liczyć na upominki.
To co, pomożecie mi? Pamiętajcie, hasło nr 11. 



Mam 27 lat i ciągle walczę z trądzikiem. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;)

Żel ziołowy do mycia cery suchej i wrażliwej, Mydlnica lekarska, Fitomed

Żel ziołowy do mycia cery suchej i wrażliwej, Mydlnica lekarska, Fitomed

Żel ziołowy do mycia cery suchej i wrażliwej, Mydlnica lekarska, Fitomed

Wiem, że wiele osób chwali sobie  ten żel  w wersji do cery tłustej. Ja celowo wybrałam do cery suchej i wrażliwej, bo moja skóra jest lekko sfatygowana po kwasach, ale nadal mniej lub bardziej trądzikowa (trądzik wywołany odstawieniem anty).


Żel bardzo przypadł mi do gustu – ładnie oczyszcza cerę z zanieczyszczeń, lubię jednak przetrzeć twarz tonikiem/płynem micelarnym przed jego użyciem, bo czasem zostaje mi jakaś minimalna ilość niezmytego podkładu. Winie tu jednak swoją niedokładność, bo tak mam - wiecie gdzieś na granicy żuchwy nie dopatrzę, że twarz nie umyta, przy mojej ogromnej wadzie wzroku to norma. Wiem, że zmycie makijażu jest mega ważne, szczególnie przy cerze, która z natury jest kapryśna i niedoskonała. Łatwiej mi najpierw wstępnie zmyć oczy i lekko makijaż, a potem umyć żelem. Wtedy jest idealnie oczyszczona. Żel absolutnie nie ściąga skóry, nie zapycha. Konsystencja kosmetyku jest dosyć lejąca, nie jest to mega gęsty żel, ale też nie spływa po dłoni. Pieni się bardzo delikatnie, również delikatnie pachnie. Dla mnie na plus.


Skład: Aqua, Saponaria Officinalis Root Extract, Althaea Officinalis Root Extract, Avena Sativa Officinalis Extract, Tilia Cordata Extract, Melilotus Officinalis Extract, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Coco Glucoside, Glycerin, Peg-7 Glyceryl Cocoate, Cytric Acid, Parfum, Dmdm Hydantoin, Methylisothiazolinone, Methylchloroisothiazolinone.

Bardzo serdecznie polecam Wam ten produkt – kosztuje niewiele, bo 9,50 zł/200 ml, jest wydajny, nie szkodzi naszej cerze. Wiem, że na pewno skuszę się też na wersję do cery tłustej.


Kosmetyk możecie dostać na stronie producenta.
Mam 27 lat i ciągle walczę z trądzikiem. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;)

Odżywczy krem-kokon do rąk, Tołpa

Odżywczy krem-kokon do rąk, Tołpa

Odżywczy krem-kokon do rąk, Tołpa

Wyobraź sobie różę o tak głębokim kolorze, że aż staje się czarna. Ta czerń staje się aksamitna. Ten aksamit – przyłożony do skóry – pozwala jej rozkwitnąć. Odżywia ją i regeneruje.
Krem-kokon ma komfortową konsystencję i otulający zapach. Odżywia i regeneruje szorstkie i zniszczone dłonie. Eliminuje suchość i nawilża. Przywraca elastyczność i komfort.


Krem, o którym dosyć głośno. Chyba to zasługa jego pięknego zapachu. Nie jest to prosty, kwiatowy zapach. Jest w tym zapachu coś magicznego, ciepłego. Mi bardzo przypadł do gustu, jednakże nie mam pojęcia czym pachnie i do czego ten zapach mogę przyrównać.


Krem ma dosyć lekką konsystencję – po nazwie kokon spodziewałam się czegoś ciężkiego, mocno otulającego. Wprawdzie krem potrzebuje chwil, aby się wchłonąć, a dopiero po kilku chwilach nasze dłonie stają się gładkie. Moje dłonie ostatnio były naprawdę bardzo szorstkie, między palcami miałam popękaną skórę – z takim dłońmi krem niestety sobie nie poradził. Nawilżał resztę dłoni, ale co z tego, skoro nadal miałam problem międzypalcztasty. Jednak, jeżeli nie macie spękanej skóry dłoni, to bardzo polecam ten krem. Ja odkąd pozbyłam się spękanej skóry, to ten krem w pełni spełnia moje oczekiwania i pewnie jak nie będę miała pomysłu na krem do rąk, to po niego sięgnę. 


Za tubkę, która ma 75 ml trzeba zapłacić na stronie producenta 13.99 złotych, w Rossmannie nigdy nie mogłam go dostać, zawsze był wykupiony. Kosmetyk należy zużyć w przeciągu 3 miesięcy od otwarcia – patrząc na jego aktualne używanie, czyli tak ok. 3 razy dziennie myślę, że nie będę go dłużej używać. 
Mam 27 lat i ciągle walczę z trądzikiem. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;)

Darmowe mini kremy z L'Occitane

Darmowe mini kremy z L'Occitane

Darmowe mini kremy z L'Occitane

Aby otrzymać puszkę z dwiema miniaturami kremów z L'Occitane musicie udać się do dowolnego sklepu tejże marki i zapytać się czy mają jeszcze dostępne. Wcześniej teoretycznie trzeba "zapisać" się TUTAJ, ale w moim sklepie (City Center Poznań) nic nie musiałam pokazywać, po prostu zapytałam się czy jeszcze są dostępne i dostałam kremiki. Dostępne wersje kremów to Vanilla Bouquet oraz Delightful Rose. Maluszki mają 10 ml i są idealne do torebki! 


Kremy są bardzo gęste, mają 20% zawartości masła shea. Wersja różna pachnie bardzo delikatnie, mimo, iż fanką zapachu róży nie jestem, tak tutaj jest bardzo subtelna. Wersja waniliowa jest lekko babcina, ale nie najgorsza;)

Śpieszcie się, do rozdania są 3000 zestawów! Lista dostępnych sklepów w Polsce, gdzie możecie odebrać miniatury.


Mam 27 lat i ciągle walczę z trądzikiem. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;)

Pierwszy powiew wiosny, czyli Lovely Kiku, Yankee Candle oraz WYNIKI

Pierwszy powiew wiosny, czyli Lovely Kiku, Yankee Candle oraz WYNIKI

Pierwszy powiew wiosny, czyli Lovely Kiku, Yankee Candle oraz WYNIKI

Wspomniane w tytule kiku to nic innego jak  kwiat chryzantemy. Nie kojarzę jak pachnie ten kwiat, a po głowie chodzi piosenka chryzantemy złociste.


Zapach jest piękny, bardzo kwiatowy, zdecydowanie zyskuje po zapaleniu. Producent wspomina coś o esencji z kwiatów wiśni i nutach wanilii, jednak mój prosty nos wyczuwa piękny kwiatowy, wiosenny, ogrodowy zapach. Zdecydowanie  na nadchodzącą wiosnę! Wosk początkowo jest intensywny, mocny, ale pod koniec traci na intensywności. Jedną porcję można palić dwa, no trzy razy maksymalnie.

Zapach przypadł mi bardzo do gustu. Jeżeli szukacie czegoś na wiosnę, to Wam go polecam. Dodatkowo rozejrzyjcie się za kwiatem śliwy, bo zapach ten jest nadal jednym z moich numerów 1!

--

Udało mi się przejrzeć zgłoszenia z rozdania. Dziewczyny dziękuję Wam za wszystkie zgłoszenia. Dobrym pomysłem było zostawienie pola z wiadomością. Dostałam bardzo wiele miłych słów, że fajna nazwa bloga, że mam nie zmieniać tła zdjęć, że zaglądacie, ale nie komentujecie. Naprawdę sprawiłyście mi wielką przyjemność. Dziękuję! Nagrodę mam tylko jedną, a ochotę mam nagrodzić Was wszytkie. Nie przejmujcie się jednak, pewnie niedługo zorganizuje kolejne rozdanie! 

Czas na wyniki – nagroda trafia do Rogaczek Kosemtycznych!
Kochana czekam na adres i niech Ci się dobrze noszą lakiery na wiosnę!


Mam 27 lat i ciągle walczę z trądzikiem. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;)

Pierwszy siwy włos i ostatni dzień rozdania z Essie!

Pierwszy siwy włos i ostatni dzień rozdania z Essie!

Pierwszy siwy włos i ostatni dzień rozdania z Essie!

Stała się rzecz straszna, mam siwego włosa! Oczywiście piszę to z przymrużeniem oka, bo włosa tego dostrzegłam dobre kilka miesięcy temu, ale zawsze wyrywałam. Ostatnio jakoś go nie widziałam albo nie chciałam. Teraz mój pierwszy siwy włos ma ponad 5 cm długości i zastanawiam się – wyrwać dziada, czy pogodzić się z myślą, że to ten czas?


Sądziłam, że siwe włosy będę mieć bardzo późno. Włosy mam bowiem po tacie – są bardzo cienkie i delikatne,  a ten mimo prawie 60 lat ma tylko kilka siwych włosów. Widzę jednak, że odziedziczyłam tylko to co gorsze.  Siwe włosy już są, a ja przecież ma tylko 26 lat.

Ile macie siwych włosów? Przyznawać się!



Przypominam o ostatnim dniu rozdania, w którym możecie wygrać dwa lakiery Essie: Sand Tropez oraz Watermelon


Mam 27 lat i ciągle walczę z trądzikiem. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;)

Wygraj lakiery Essie - tylko do jutra!!

Wygraj lakiery Essie - tylko do jutra!!

Wygraj lakiery Essie - tylko do jutra!!

Dwa piękne Essiaki mogą być Wasze - Sand Tropez oraz Watermelon.


Wszelakie szczegóły są TUTAJ.

Mam 27 lat i ciągle walczę z trądzikiem. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;)

Ulubieńcy lutego: Catrice, Nivea, Makeup Revlolution, Sylveco i herbata z Biedronki!

Ulubieńcy lutego: Catrice, Nivea, Makeup Revlolution, Sylveco i herbata z Biedronki!

Ulubieńcy lutego: Catrice, Nivea, Makeup Revlolution, Sylveco i herbata z Biedronki!

W tym miesiącu o dziwo nie ma żadnego lakieru Essie. Przez większość czasu nosiłam A list, ale to był wybór z rozsądku niż z miłości. Ulubieńcem stała się opisana już paleta róży z Makeup Revolution. Jest świetna, dobrze napigmentowana i śliczne lico można nią wyczarować!


Po kilkuletniej przerwie do mojej kosmetyczni trafił błyszczyk! Miałam ochotę na ten z Clarins, ale stwierdziłam, że kurczę jak mi się znudzi używanie po tygodniu, to bez sensu wydawać tyle pieniążka. Błyszczyk Beautifing Lip Smoother z Catrice w kolorze 02 Apricot Cream jest bardzo przyjemnym błyszczykiem, który na ustach daje bardzo naturalny efekt. Z przyjemnością po niego sięgałam! 

Ogólnie w tym miesiącu byłam ustowa - moje wargi były bardzo wysuszone i masełko z Nivea było niezastąpione. Oprócz ust miałam również dosyć mocno przesuszoną cerę, wspaniałe efekty przynosi nasmarowanie twarzy ciężkim, tłustym kremem z Sylveco. Tylko pamiętajcie, to krem do zadań specyjnych, nie do używania codziennie. 

Niekosmetycznym ulubieńcem okazała się kolejna herbata z Biedronki: malina i kardamon. Cudownie smakuje! Spróbowałam też gruszkowo-kramelowej, ale utwierdziłam sie w przekonaniu, że ja lubię karmel w czystej, kalorycznej postaci, a nie w herbacie.

Co Was urzekło w lutym?

Mam 27 lat i ciągle walczę z trądzikiem. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;)

Zapraszam z małą herbatą, czyli nowości lutego

Zapraszam z małą herbatą, czyli nowości lutego

Zapraszam z małą herbatą, czyli nowości lutego

Po kosmetykach, które zużylam w poprzednim miesiącu, tradycyjnie pora na zakupy! Nie są tak okazałe jak ostatnio, ale przecież każde zakupy cieszą!


Zapraszam do lektury!


Kupiłam drugą butelkę płyndwufazowy Yves Rocher (14,95), nie wiedziałam co wybrać i postawiłam na coś co już znam. Gratis do zakupów dostałam żel pod prysznic z owsem.



Ostatnio moje łapki stały się bardzo wysuszone i potrzebowałam jakiegoś kremu. Nigdy nie mogłam trafić na odżywczy krem-kokon z Tołpy, jak mieli darmową wysyłkę to sobie po prostu go zamówiłam. Zapach bardzo ładny, coś mi przypomina, ale nie wiem co. Cena 13,99.


Z Fitomedu wybrałam sobie żel do suchej skóry – wiem, że chwalony na wielu blogach ten do cery tłustej, ale uznałam, że dla mojej sfatygowanej po kwasach cerze przyda się coś delikatnego. Pierwsze wrażenia na tak. Skusiłam się również na tonizujący płyn oczarowy o zapachu kwiatu pomarańczy. Pachnie on specyficznie, ale nie jest źle. Pierwsze wrażenia na tak.


Udałam się również na małe zakupy do Hebe, przede wszystkim po lakiery Essie, które były w promocje 1+1 za grosz. Wzbogaciłam się o drugą buteleczkę Sand Tropez i Aperitif, mocna czerwień, żywsza od A List, ale nadal stonowana. Zapłaciłam 32 złote. Dla Was wzięłam Watermelon i również Sand Tropez, możecie je wygrać w rozdaniu. Wrzuciłam również błyszczyk  Beautyfying Lip Smoother z Catrice (14,99) w kolorze 02 Apricot Cream, to mój pierwszy błyszczyk od ponad 5 lat! Wzięłam również suchy szampon Batiste w wersji cherry (14,99), ostatnio nie widzę ich u siebie na wsi.


W Rossmannie wrzuciłam większą siostrę szczotki do włosów z naturalnego włosia (23,99) – jest świetna, wspaniale radzi sobie z moimi włosami. Wymieniłam również swoją małą torebkową szczoteczkę do zębów (9,99). Może nie jest ona 7 cudem świata, ale do torebki sprawdza się wyśmienicie. Moja pęseta powoli kończy swój żywot i skusiłam się na tą z Elle (15,99), ale to był bardzo zły wybór.


Ostatnio również dzieliłam się wiadomością o dostępności azjatyckiej firmy Missha stacjonarnie w Poznaniu, pokazuję miniaturę którą dostałam – Perfect Cover w kolorze 23. O dziwo bardzo ładnie się dopasowuje do koloru skóry, niedługo napiszę o nim więcej słów.


Ostanie zakupu rzutem na taśmę - odżywka (maska?) Issana Oli Care, lubię ciężkie oleiste odżywki, pierwsze wrażenia na tak, szczególnie za cenę 4.99. Wrzuciłam również ulubioną maseczkę nawilżającą - zielona glinka z Ziai.

Co kupiłyście w ubiegłym miesiącu? We wtorek zapraszam Was na posty z ulubieńcami.




Mam 27 lat i ciągle walczę z trądzikiem. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;)

Zużyci w lutym

Zużyci w lutym

Zużyci w lutym

Kochane zapraszam Was na post z kosmetykami, które zużyłam w tym miesiącu. Zapraszam z kubkiem napoju, bo się trochę rozpisałam.


Zaczynamy!


Chyba w większości denek pojawia się pusta butelka po moim ulubionym płynie micelarnym z Biedronki. Uwielbiam, świetnie zmywa makijaż twarzy, z oczami w miarę daje radę. Do oczu wolę płyny dwufazowe, jednak ten z Bourjois  totalnie się nie sprawdza. Bardzo kiepsko zmywa, w dodatku ma fatalne opakowanie i cześć produktu trafiała na podłogę. Jeszcze została ¼ opakowania, ale wyrzuca dziadostwo.


Ostatnio opisywałam całą serię Mezo z Bielendy z kwasem migdałowym, tutaj maseczka w płacie. Ot, maseczka, nie zauważyłam efektu wow po 1 razie. Zużyłam też jedną z dwóch saszetek peelingu do twarzy efekt diamentowej mikrodermabrazji również z Bielendy. Jest całkiem całkiem, ładnie ściera naskórek, nie podrażnia, dobrze się zmywam . Jest lepszy od tego z Clinique, który okazała się przeciętniakiem.


Do ciała zużyłam pięknie pachnące masło o zapachu zmysłowej wiśni, mimo parafiny w składzie sprawdziła się całkiem zacnie. Oliwkę Hipp uwielbiam ponad życie, kocham oliwki. Ta jest jedną z ulubionych.


Moje włosy są przetłuszczające się, jednak nie myję ich codziennie, dostałabym kota. Myje je co 2 dzień i dosyć często wspomagam się suchym szamponem Batiste. Niebieska wersja fresh jest jedną z moich  ulubionych. Zużyłam również wcierkę łopianową, dzięki której dorobiłam się setki baby hair i zahamował wypadnie. W czasie, gdy włosy leciały skusiłam się na delikatniejszy szampon dla dzieci z Nivea, ale kompletnie nie sprawdził się u mnie. Dobrze mi się myło nim pędzle.


Skoro o włosach mowa to pozbywam się swojej szczotki z włosiem naturalnym z Rossmanna. Trochę ją zapuściłam w czyszczeniu i nie mogę pozbyć się z niej kurzu. Bardzo jednak polubiłam szczotkę i jej większa siostra jest już u mnie. Totalnie nie sprawdzają się u mnie plastikowe szczotki, niszczą mi końcówki. Wyrzucam również swoja starą zalotkęz Inglota. Byłam z niej średnio zadowolona, nie polecam.


Tradycyjnie również pokazuję gąbkę z Calypso, świetna do zmywania maseczek! Pokazuję też najlepszą maszynkę ever – wprawdzie głownie używam wosku do usuwania owłosienia z łydek, przedramion, pach i bikini, ale z ud pozbywam się maszynką. Ta z czterem ostrzami z firmy BIC jest najlepsza! Pięknie sunie po nóżkach, nie tępi się, jeszcze nigdy się nią nie zacięłam, a przy innych często to robiłam.


Zużyłam również szampon Aleppo z Planeta Organica - mój Partner bardzo lubi ten zapach i stosujemy ten kosmetyk jako mydło do rąk, bo w roli szmponu totalnie się nie sprawdza. Wyczerpał się również wkład do kontaktu z Bath&Body Works - niestety nie pamiętam jak nazywał się zapach. Teraz mam piękny korzenny zapach, na zakończenie zimy.

Moje Miłe relaksujcie się niedzielną wolną chwilą! We wtorek zapraszam na posta z nowościami z lutego! 



Mam 27 lat i ciągle walczę z trądzikiem. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;)
Copyright © 2016 Odcienie Nude - blog kosmetyczny , Blogger