Dlaczego nie lubię masek w płachcie i co sądzę o koreańskiej pielęgnacji

Maseczki w płachcie rozgościły się na dobre na blogach. Są wygodne, urocze, szczególnie te z nadrukowanymi zwierzątkami. No słodkie. Ja miałam kilka masek w płacie:
Teraz jak dostaję taki kosmetyk to od razu puszczam dalej w świat. Nie lubię masek w płachcie. Pewnie zastanawiacie się dlaczego i już śpieszę z odpowiedzią!


Dla mnie maski w płachcie są:
  • drogie (jedna maseczka za 10-20 zł to sporo! Moja ukochana glinka kosztuje 5 zł i wystarcza na ok. 15 użyć)
  • nie są idealnie wycięte i zawsze mi zakrywają usta, oczywiście, że można je naciągać i układać, ale nie chce mi się w to bawić
  • zostawiają ciecz po ściągnięciu, a czasem nawet spływa z maski
  • po jednym razie ciężko coś zauważyć
  • od masek oczekuję oczyszczenia, a tu najlepiej sprawdzają inne rodzaje masek np. glinki

Wiem, że są maski w płachcie  szalenie wygodne w użyciu. Otwierasz opakowanie, rzucasz maskę na twarz i gotowe. Nie ma problemu ze zmywaniem - to jest świetne, ale ja wolę efekty niż wygodę. Może bardziej polubiłabym się z maskami, które mają działania nawilżające, ale olejki i kremy dają sobie radę i wolę twarz delikatnie oczyścić.  Ba po prostu nawet nie chce już próbować i wolę swoje sprawdzone metody działania. Kocham glinkę i odrobinę mniej algi (świetnie wygładzają i napinają skórę), moja cera jest po prostu po nich ładniejsza. Po tych szmatkach - nie.

---

Przy okazji masek chciałam też zagaić o wielki boom na pielęgnację koreańską. Że taka cudowna, że inne podejście, że kosmetyki takie cudowne. Inne podejście jest jak najbardziej na tak (kocham demakijaż olejami i obstawiam, że to był jeden z czynników, który ograniczył wydzielanie sebum), ale ja tak bardzo się nie zgadzam z uogólnieniem, że koreańskie kosmetyki są świetne. To tak jakby powiedzieć, że polskie kosmetyki są świetne i kupować wszystko jak leci, bo jest POLSKIE. Ja uwielbiam polskie marki, ale jestem wybredna, bo jest wiele marek, które wkładają syf do słoiczka, a ja ze swoją cera ze skłonnością do zapychania uważam na skład kosmetyków. Nie jestem ortodoksem pod tym względem, nie jestem też ekspertem od składów, ale czytam, analizuję, ze świadomością przymykam oko lub ze świadomością nie decyduję się na zakup. 


Jest jeden koreański kosmetyk do twarzy, który mnie zachwycił i nadal go używam, nadal bardzo lubię. Mowa o enzymatyczny peelingu cytrynowym marki Mizon. Pisałam o nim prawie rok temu i nadal jestem nim zachwycona. Kilka innych produktów tej marki mnie interesuje, ale totalnie odpuszczam sobie Misshę, bo mnie zapchała tamta maska i ich słynny krem BB, bo ma parafinę.


Nie mam w planach poszerzenia znajomości koreańskich kosmetyków, ale chętnie czerpię z korków jakie przedstawiła Cho Charlotte: demakijaż olejem, peelingi, maseczki (ale niekoniecznie w płachcie). Ale mam ciągle w głowie, aby podchodzić do pielęgnacji ze zdrowym rozsądkiem. 

Lubisz maseczki w płachcie? Co sądzisz o koreańskiej pielęgnacji? 


Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

68 komentarzy:

  1. Maski w płącie zostawiają ciecz ? Z reguły takie maski są bez spłukiwania i ta ciecz, to serum którym nasączona jest maska. Wystarczy wklepać i nic nie zostaje.
    Ja czasem pozostałość wydobywam z opakowania w wklepuję w szyję.
    Ja nie widzę różnicy w sposobie wycięcia. Każda jest taka sama.
    Moją ulubioną maską jest maska Orientany, która działa cuda i jest kosmetykiem Polskim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiem, że ta ciecz to serum, ale mnie to strasznie irytuje. Nie lubię wklepywania i jak coś mi spływa po szyi. Cieszę się, że znalazłaś swoją ulubioną:))

      Usuń
  2. Mam identyczne zdanie co do masek w płachcie. Do tej pory z wielkim oporem nakładałam je na twarz, teraz powiedziałam dość, idą dalej i tak efekty po jednym użyciu są żadne. Nie rozumiem też opinii innych blogerek jak wychwalają daną maskę po jednym użyciu:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po pierwszym użyciu glinki widzę efekt wow, przy długim jest jeszcze lepszy, a ta szmatki wg mnie nic nie robią. Może te bardziej nawilżające, liftingujące, ale moja cera nie ma takich potrzeb i tego nie widzę.

      Usuń
    2. Zgadzam się z Wami, Dziewczyny, w stu procentach. Też jestem fanką glinek i delikatnego oczyszczenia, a te maski w płacie najzwyczajniej zostawiają na mojej twarzy mokrą lub lepką warstwę, która się praktycznie nie wchłania, a cera sprawia wrażenie obciążonej :/ Jakiś czas temu napisałam takiego posta, dlaczego nie lubię tych masek i nie spotkał się on ze zrozumieniem kompletnie, tak wszyscy te maski kochają :D A nawet dwie firmy zabrały głos, wmawiając mi, że ja po prostu tych masek źle używam, a wiem, że tak nie jest :D

      Usuń
    3. Oo właśnie: obciążenie. Też to widziałam po jednej z L'biotica i po tej co mnie zapchała z Missha!
      Ale jak można źle używać masel w płachcie?!

      Usuń
    4. Babeczka napisała, że maska się nie wchłania i obciąża cerę, bo nie używam pod nią toniku - odpisałam, że właśnie używam ich na stonizowaną cerę, to ona na to, że pod koreańskie maski muszę mieć koreański tonik, bo inaczej nie zadziała, a ja jej odpowiedziałam, że używam toniku własnej roboty :D Już w ogóle pomijam fakt, że nie wszystkie moje maski były koreańskie ;) Nie ciągnęłam dalej dyskusji, bo to nie miało sensu :D

      Usuń
    5. A może trzeba mieć koreańskie geny?;))) acz historia ciekawa!!

      Usuń
  3. Ja tez uważam, ze te maski są zdecydowanie za drogie. Już chyba lepiej kupić sobie jakieś porządne serum. Sama jednak kilka razy użyłam masek w płachcie i w sumie większego szału nie było. Może przy dłuższym regularnym stosowaniu byłoby lepiej ale trochę szkoda mi jednak kasy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No może przy regularnym używaniu, ale jeżeli po jednym razie nie widzę efektu to nie mam ochoty inwestować w kolejne maski, bo tak jak piszesz - lepiej kupić serum.

      Usuń
  4. Maski w płachcie uwielbiam, fakt zdarzają się fatalne ale mam też swoje ulubione. Najgorsze jest to że to u nas są one takie drogie, a w Azji kosztują grosze. Jak wykończę swoje zapasy to mam zamiar zrobić spore zamówienie z Jolse :). Co do kosmetyków to moim zdaniem każdy kraj ma swoje perełki jak i katastrofy, trzeba wybierać to co naszej skórze najlepiej odpowiada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakie się u Ciebie najlepiej sprawdzają? No właśnie ta cena jest dla mnie za wysoka, wiem że w Azji są tanie, ale dystrybucja, reklama, nowy kontynent kosztuje, ale nasze rodzime też nie są za tanie.

      Usuń
    2. U mnie najlepiej spisała się It's Skin, Awokado oraz Holika Holika, Juicy Mask Mango :)

      Usuń
    3. Oo super! Jak kiedyś naszłaby mnie ochota na danie im jeszcze jednej szansy to wiem co mogę kupić:)

      Usuń
    4. Ewa ja będę we wrześniu zamawiać je za grosze to się odezwę do Ciebie ;).

      Usuń
  5. Ha!! Jakaś telepatia czy co ;) Przed sekundą właśnie myślałam, że jednak może polubię się z płachtowcami.. Dlaczego ich nie lubię, nie nie chodzi o to koszt ani o to, że ja preferuję nawilżanie ...też właśnie denerwuje mnie to układanie itp. - zawsze sobie chlapnę na usta, czego bardzo nie lubię..Nie lubię też tego zimnego uczucia jak nakładam płachtę ..i w ogóle mam dziwne wrażenie duszenia się w tej szmatce..
    Wczoraj jednak po długim, dłuuuuuugim czasie sięgnęłam po jakąś...i było nieźle. Jednak wygodnę są ;) może jeszcze spróbuję. CHciałabym się przekonać, bo jestem trochę za leniwa na glinki a moja dotychczas ulubiona z Origins maska w stylu nałóz i idz spać się skończyła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Układanie doprowadza mnie do szału i jeszcze jak na to nałożyć okulary:P Wygody im odmówić nie można, nakładasz, zdejmujesz i zero męki jak czasami bywa przy algach czy glince.
      Jaka Cię przekonała wczoraj?:)

      Usuń
  6. Ha, miałam 2 lub 3 maski w płachcie, w tym właśnie jedną azjatycką i też strasznie mnie drażniło to, że jest tak nieforemnie wycięta, że pozostawia takie dziwne, zimne uczucie na skórze i że pozostałość trzeba wklepać. Sto raz lepiej sprawdziła się u mnie dziegciowa maska od Babci Agrafii czy właśnie tak jak u Ciebie - glinki :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Co do masek w płacicie są ciekawe i niektóre nawet coś tam robiły na mojej skórze niestety przy używaniu masek 2 razy w tygodniu trzeba by wydać na nie majątek i tak wracam do innych które syarczają na znacznie więcej użyć. I których efekty mogę ocenić na przestrzeni czasu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie ta cena jest wysoka. Raz na jakiś czas to spoko, ale u mnie maski są 2-3 razy w tygodniu.

      Usuń
  8. Ja jestem zakochana w maseczkach Holika Holika, bo naprawdę po jednym użyciu widzę znaczną różnicę. Skóra jest silnie nawilżona, jaśniejsza, lekko ujędrniona i przede wszystkim ukojona. Próbowałam maseczek innych firm, ale to właśnie do Holiki lubię wracać. Glinki uwielbiam za efekt oczyszczania, ale czasem okazują się zbyt silne dla mojej skóry i wtedy dodaję do nich olejki. Co do koreańskiej pielęgnacji, otworzyła mi ona oczy na inne produkty oraz kompleksowe dbanie o cerę na co dzień, a nie tylko od święta. Bazuję jednak na swoich ulubionych produktach różnego pochodzenia, z małym dodatkiem koreańskich kosmetyków. Po 2-3 miesiącach eksperymentu widzę w lustrze znaczną różnicę :) I chyba o to chodzi, żeby znaleźć złoty środek, a nie ślepo podążać za trendami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też dodaję olejek do glinki:) Może te maski Holika Holika są naprawdę niezłe?
      I tak, złoty środek jest najważniejszy:) u mnie największe wow jest po oczyszczaniu olejem, no i w sumie częste maski, ale tradycyjne:))

      Usuń
  9. Ja akurat mam takie podejście, że dbam o cerę wieloetapowo - po koreańsku, ale kosmetykami dostępnymi na polski rynku (np. Bielenda, z którą moja cera się bardzo lubi). W ten sposób dbam o cerę bardzo długo i zauważam pozytywne efekty ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Bielendę też lubię, np.tonik i serum z kwasem migdałowym, ale kremów unikam.
      U mnie taka wieloetapowość się nie sprawdza, moja skóra lubi prostą pielęgnację, ale wiadomo co skóra to inne preferencje:)

      Usuń
  10. Maseczki w płachcie lubię, ale robię je sama - kupuję oddzielnie maseczki (na Aliexpress bo tanio) i nasączam je tonikiem. Po takim zabiegu moja cera jest świetnie nawilżona, a cena za całość zdecydowanie niższa. Natomiast kosmetyki azjatyckie nigdy jakoś specjalnie mnie nie kusiły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie sobie pomyślałam o takich szmatkach, bo przypomniały mi się maseczki tonikowe:)

      Usuń
  11. Ja ogólnie nie przepadam za maseczkami, ale staram się zmienić nastawienie do nich, bo widzę że mają dobry wpływ na moją skórę. Podobnie jak Ty, oczekuję przede wszystkim oczyszczenia więc stawiam na glinki.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja za to bardzo lubię maski w płachcie. Akurat do mojej twarzy idealnie pasują :D Resztki zawsze sobie wklepuję w twarz i chyba nigdy mi nic nie spływało.:P Jedyne do czego się mogę przyczepic to do ceny, bo faktycznie 20zł na raz to dużo :) Mam też te maski w kapsułkach i sama sobie je namaczam czy to w toniku, czy wodzie różanej. Dają super efekty, a wychodzą dużo taniej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli to Ty jesteś ich modelką!;)) Mnie to wklepywanie irytuje, choć wiem, że twarz lubi masaż, dotykanie i inne takie:)

      Usuń
  13. W końcu ktoś to powiedział:)Szczególnie jestem zawiedziona maskami, które mają nawilżać - zawiodłam się już nie raz. Po pierwszym użyciu efekt znikomy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano:) ja oczekuję efektu do razu po użyciu, wiadomo, że przy długotrwałym używaniu też można zaobserwować, ale to akceptuję przy kremach, a nie przy maskach.

      Usuń
  14. A ja myślę, że dziewczyny, które wymagają od maseczek oczyszczenia nie są z nich zadowolone. Należę do klubu tych, które maski w płachcie nie zachwyciły. Dlaczego? Bo oczekuję oczyszczenia. Nie wiem czy to zależy od psychiki czy tak naprawdę jest, ale mam wrażenie, że jak coś nie zastygnie na twarzy to mnie nie oczyści. Dlatego nałożenie "szmaty" na twarz i zdjęcie jej po jakimś czasie nie wywołuje u mnie efektu woow.
    Zauważyłam, że większość dziewczyn chwali maski w płachcie te które są nastawione na nawilżenie, rozjaśnienie twarzy.... Tam wtedy ten efekt "wow" może wystąpić od razu po zdjęciu maseczki z twarzy.
    I zgadzam się z twoją opinią, że maski są nieregularnie wycięte. Na mnie zawsze są za duże. I są stosunkowo za drogie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po tych swoich 4 nie czułam jakiego wow nawilżenia, mimo że 3 miały takie zadanie. Olejki i kremy na ich bazie dają spokojnie radę. Glinki i algi mają również właściwości rozjaśniające i cera po nich jest nie tylko rozjaśniona, ale i z blaskiem:))

      Usuń
  15. Bardzo lubię koreańskie kosmetyki ale tak samo jak Polskie i kosmetyki z innych krajów :p Ale myślę, że fascynacja wynika u mnie głównie z tego, że uwielbiam Koreę jako kraj :) Uważam, że masz zupełną rację, też nie lubię "wielbienia" koreańskich kosmetyków w zaparte, bo przecież nie każdy co do jednego będzie super, produkcja w Korei nie jest gwarancją powalającego produktu.. podejście powinno być takie jak do Polskich czy jakichkolwiek innych kosmetyków a zrobił się na to wielki "boom" i szał :P Co do rodzaju maseczek też wole raczej oczyszczanie (mam trądzik) ;) Dlatego te płachty są dla mnie średnio przydatne.. raz na jakiś czas szczególnie przed ważnym wyjściem lubię użyć takiej maseczki dla relaksu, nawilżyć sobie skórę i po prostu się nie bawić z większym maseczkowaniem jakoś ;) no i kwestia hobby u mnie, po prostu strasznie się ekscytuje jak mam coś z kraju który mnie fascynuje :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem:)) a skąd się wzięła ona u Ciebie? Anime za szczenięcych lat czy coś innego Cię wchłonęło?
      Maski są fajnym sposobem na znalezienie chwili dla siebie i oddechu, ale lubię też widzieć efekty, bo inaczej mam poczucie zmarnowanego czasu i pieniędzy;)

      Usuń
  16. Wreszcie ktoś kto myśli tak ja ja ; d myślałam,że tylko nas nie ogarnął szał na te maseczki.
    próbowałam kilku i szczerze? bez rewelacji. A dwie mnie zapchały. Z czego jedna kosztowała 30 zł więc strata bolesna i wkurzenie jeszcze większe ;d chciałam coś extra z okazji urodzin to miałam...
    zdecydowanie wolę maski do spłukiwania, maski glinkowe i algowe, tak jak Ty. Stosuje rosyjskie maseczki i jestem bardzo zadowolona. Sa niedrogie i efekty daja bardzo fajne. Maseczki stosuje czesto :)

    pozdrawiam
    Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 30 dychy za maskę to mega za dużo dla mnie! A jak zapchała to już w ogóle rozczarowanie na maxa!
      Ja gotowych rosyjskich już długo nie miałam, ale glinki rosyjskie goszczą nom stop u mnie:)

      Usuń
  17. My nie rozumiemy szału na punkcie koreańskiej pielęgnacji, ale, ale... Nie stosowaliśmy azjatyckich kosmetyków... Kto wie, co się zadzieje, kiedy jakiś wypróbujemy? Tak było z AliExpres - miłości do chińszczyzny nie rozumieliśmy, dopóki nie kupiliśmy na Ali organizera na łóżeczko Mysiątka :) Co do masek w płachcie - lubimy, ale nie kochamy właśnie ze względu na ich kiepskie wycięcie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam kilka i bez szału, nawet na minus jak chodzi o Misshę. Ja na Ali kupuję namiętnie, szczególnie etui do telefonów i inne tanie pierdoły;)

      Usuń
  18. Mnie od masek w płachcie najbardziej odstrasza cena i to że nie są dobrze wycięte. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wycięcia są czasem paskudne, powinni wprowadzić rozmiary;)

      Usuń
  19. Wychodzę z podobnego założenia i nie kuszą mnie zbyt te maski. Ostatnio miałam tak niedopasowaną, że porwała mi się na twarzy, kiedy chciałam odrobinę przesunąć. Dużo krzyku wokół tego, a efekt średni :) Mam sprawdzone kosmetyki polskie, ale też nie wszystkie mi odpowiadają. Mimo że mam suchą skórę, to bardzo szybko się zapycha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie: dużo krzyku!
      Ojej sucha skóra sama w sobie jest problematyczna, a jeszcze skłonna do zapychania to bardzo wymagające combo!

      Usuń
  20. Maski w płachcie może i dają jakieś efekty, ale trzeba by stosować je seriami. Co wyklucza ich cena. Dlatego raz, czy dwa razy, tylko miałam takową i więcej jakoś mnie nie kuszą. Za to też bardzo lubię algi i glinki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Glinki i algi są cudowne. Robią cuda na twarzy!:)

      Usuń
  21. Też nie przepadam za maskami w płachcie, ale po przeczytaniu Sekretów Urody Koreanek, staram się do nich przyzwyczaić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książki nie czytałam - czy autorka wspomniała dlaczego są tak cudowne i w czym lepsze od tradycyjnych? Poza wygodą rzecz jasna:))

      Usuń
  22. 3x już byłam i ciągle nie mam czasu skomentować:D
    Ja lubię maski w płachcie choć nie od razu się do nich przekonałam. Przeszkadzało mi, że zostawały pozostałości serum i wydawało mi się to takie oślizgłe;D Ale przełknęłam to bo jednak widzę efekty i wcale nie muszę mieć koniecznie koreańskiej bo nawet garnier na mnie działa;) Jedyne co nadal mnie wnerwia to zimno podczas nakładania. Kiedy nakładam płachtę, zastanawiam się czy nałożyć czy jednak nie bo taaaakie zimne i mokre, blech:P No i każda jest na mnie za duża, ale przy mojej mizernej twarzy nie jest to dla mnie jakimś zaskoczeniem:P Ceny też nie są zbyt korzystne bo na dobrą sprawę bardziej się opłaca kupić maskę nawet za 100zł, ale na wiele użyć. Ale mimo tych wad, przekonałam się i kupuje co jakiś czas.
    A wyższości pielęgnacji koreańskiej nad polską czy w ogóle europejską nie uznaję. To jest dla mnie śmieszne:) Jak mam chęć to kupuję albo coś tam wypróbuję. Nawet udało mi się trafić na trochę dobrego, ale bez przesady;) Jutro np daję wpis o masce, która nie robi nic. Tylko chłodzi, więc szału nie ma mimo, że koreańskie;) Niektórzy trochę zbyt ślepo się zatracili w tej koreańskiej pielęgnacji;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie to zimno jest nieprzyjemne, szczególnie dla fanki tropików:D ja mam wiecznie zimne kończyny i np.skarpetki złuszczające to dla mnie nieprzyjemność, na twarzu do zniesienia, a w lato nawet przyjemnie.
      Dla mnie nawet ta cena byłabym do przełknięcia, gdyby nie fakt, że nie bardzo widzę efekt. Wolę glinkę za 6 zł i spokój na miesiąc albo algi za 5 dych.
      Takie zaślepienie jest najgorsze!
      PS cieszę się, że teraz znalazłaś czas na komentarz:)

      Usuń
    2. No ja raczej ciepłolubna:P ale teraz jak jest ciepło to w sumie mi tak nie przeszkadza. Gorzej zimą:D Ja jeszcze nie do końca rozumiem nakładanie tylu warstw na raz. Oczyszczanie plus serum i krem i ewentualnie jeszcze wcześniej lotion Ok, ale jeszcze na to wszystko maskę całonocną to już dla mojej cery za dużo;)

      Usuń
    3. Dla mnie też, moja skóra nie lubi tylu warstw. Pewnie w Azji są inne warunki zewnętrzne, a i sama skóra różni się od cery Azjatek. One w ogóle mają skłonność do zapychania porów?;))

      Usuń
    4. Klimat w Azji zdecydowanie różni się od naszego, ale problem w tym, że piękna skóra Azjatek to mit, którym karmiona jest Europa;) One są po prostu dobrze zakamuflowane kremami BB i ogólnie toną makijażu, która tylko wygląda jak make up no make up. Podobno wbrew pozorom wiele z nich ma problem z trądzikiem i łojotokiem, a cery są dalekie od ideału. Czytałam też, że w rzeczywistości mało która stosuje rytuał 10 kroków;)

      Usuń
    5. No bo te 10 kroków to naprawdę sporo! I się zastanawiałam czy widziałam jakieś zdjęcia Azjatek z trądzikiem i sobie nie przypominam...ale z drugiej strony wiele Europejek ma problem z cerą, ale też jakoś nie szastają fotkami w takim wydaniu;))

      Usuń
    6. Bo one stosują srogą tapetę i dobrze się maskują;)

      Usuń
    7. I w sumie wiecznie wyglądają jak nastolatki;))

      Usuń
  23. Jak mam to użyję ale ich nie lubię bo są zawsze za duże i czasem zbyt mokre (aż można je wydrzemnąć) i koreańska pielęgnacja do mnie nie mówi owszem od czasu do czasu użyję coś z tej dziedziny ale nie fiksuję się tym zbyt bardzo ;) Np słynny BB od Skin79 (Orange) wrażenia na mnie nie zrobił ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na mnie nie zrobił wrażenia krem BB z Missha, ten taki czerwony. Zapchał, słabo krył i o.

      Usuń
  24. W tej cenie mogę sobie sama zrobić kilka masek... Może gdybym nie miała na co wydawać pieniędzy to bym kupowała ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Jesteś chyba pierwszą osobą, od której słyszę, że nie lubi masek w płachcie :-) Ja mam takie same zdanie. Drogie, wszystkie działają podobnie (albo nie działają), do tego potrafią zapychać. Ogólnie nic szczególnego, na co chciałabym tracić około 15 zł. na jeden raz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam takie wrażenie, że większość dziewczyn jest z nich zadowolona. Może być tak, że używałam kiepskich albo mamy totalnie inne cery i potrzeby odnośnie masek.

      Usuń
  26. Moje zdanie jest gdzieś w środku :) Lubię maski w płachcie, ale nie "odgórnie" - te, które się u mnie sprawdzają, są dopasowane do potrzeb mojej skóry. Inna sprawa, że są zdecydowanie za drogie do regularnego stosowania, tutaj bez dwóch zdań glinki wygrywają! A jeżeli chodzi o koreańską pielęgnację, no cóż, znajdą się lepsze i gorsze produkty. Z pewnością łatwo u nich znaleźć produkty o bardzo bogatym składzie. No i miło, że kremy BB mają zwykle wysokie filtry, sam rynek filtrów też jest mocno rozwinięty, podczas gdy nasz chyba jeszcze trochę raczkuje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja poderzewam, że rynek filtrów jest rozwinięty m.in. przez ich położenie geograficzne i tam słońca więcej:)

      Usuń

Dziękuję za komentarz! Odpowiadam na każdy i bardzo sobie cenię kontakt z moimi Czytelnikami. Komentować mogą tylko zalogowane osoby.

Nie jest to jednak miejsce na wklejanie linków, wiem jak trafić na stronę autora komentarza. Wszystkie wiadomości z linkami usuwam i nie odwiedzam takich blogów. Jeżeli chcesz, abym odwiedziła Twoją stronę napisz mi maila lub wiadomość na Instagramie.