Promocja w Rossmannie i moje podejście do kosmetyków


Promocja w Rossamnnie rusza już jutro.  Co o niej myślę, jak ona wygląda z mojej perspektywy? Tłumy dziewczyn, tona pootwieranych kosmetyków, kilometry do kasy, a  w domowych szufladach zalegające kosmetyki... Oglądamy (ja trochę też!) kolejne filmiki na YT i mamy wrażenie, że dziewczyny polecają pół drogerii. A bo w tej cenie jest spoko, za taką cenę warto kupić (co sugeruje, że ze większą nie, więc może to po prostu nie jest kosmetyk wart uwagi i pieniędzy...), a to cudowna nowość, musisz ją mieć. A gdzie w tym wszystkim jesteś Ty? Gdzie w tym wszystkim jestem ja, blogerka kosmetyczna?



Co warto kupić na promocji w Rossamnnie?


Najważniejsza rzecz: warto kupić te kosmetyki, których naprawdę potrzebujesz! Ja wiem, że kosmetyki są tak bardzo kuszące, że takiego koloru pomadki jeszcze nie masz, że co i rusz wychodzą super nowości, które musisz mieć, bo tyle osób je chwali i są jeszcze lepsze niż to co do tej pory jest na rynku. Ale ile jesteś w stanie zużyć podkładów? Tuszy do rzęs? Bronzerów? Czy zakup kilku podkładów, bo są godne polecenia, przechowywanie ich przez kilka miesięcy, a potem ostateczne wyrzucenie ich jest dla Ciebie warte tej kwoty, którą na nią wydajesz? Policzyłaś ile godzin pracy musisz na to poświęcić? Ty albo Twoi rodzice, którzy Cię utrzymują? Nadal uważasz, że się opłaca? Jeżeli tak to super, cieszę się razem z Tobą, że masz w życiu swoje małe przyjemności.  Ja na ostatniej promocji kupiłam dwie zapasowe kredki do brwi: jedna nadal czeka w zapasach i boję się, że zanim do niej dotrę to będzie średnio przydatna...


Promocja -55% jest bardzo kusząca i opłacalna w przypadku polskich marek, ponieważ ich ceny on line nie są niższe niż w drogeriach stacjonarnych. Chociaż jak się przez chwilę zastanowić to przecież co chwilę są promocje sięgające 30% i wtedy ta oszczędność jest porównywalna z promocją -55%, bo różnice są w wysokości 2-3 złotych.  A zakupy są bez tłumów, bez kolejek, bez macanych kosmetyków. Bez ograniczeń. 


kredka do brwi Wibo Feather Brow - klik
mini zalotka MAC - klik

Dlaczego promocja w Rossmannie to zło?


Bo -55% budzi zwierzęce instynkty wśród kobiet. Bo nagle przestają myśleć.  Przestają liczyć i zamiast zaoszczędzić na tej promocji to kupują na umór wydając zdecydowanie więcej niż zapłaciłby za kosmetyki, których potrzebowałyby i kupiłyby bez promocji. No, ale jest promocja! Bo szkoda nie kupić. Bo tylko 5 zł. Pewnie pomyślisz, że łatwo mi mówić, bo dostaję dużo paczek PR i nie muszę kupować. Trochę masz racji, ale wiesz co głównie robię z ich zawartością? Rozdaje Siostrom, koleżankom, aby też mogły je wypróbować i zachęcam by dzieliły się też dalej. Bo ile można mieć pootwieranych tuszy do rzęs, rozświetlaczy. Kosmetyki się psują. Nie są wieczne. Wyrzucanie kosmetyków mnie fizycznie boli, nawet jeżeli za nie nie zapłaciłam.


Dziwi mnie również jedna rzecz: większość kosmetyków typowo drogeryjnych marek takich jak L'Oreal, czy Revlon są ciągle dostępne on line w cenie co najmniej -55% i to nawet włączając koszty przesyłki (przy zakupie 2-3 kosmetyków), a jednak na co dzień dziewczyny nie dostają małpiego rozumu. Wiem, wiem, jest to wyjątkowa sytuacja, szkoda nie kupić korektora z Wibo za  6 zł...



Czy skuszę się na zakupy?


Pewnie już znasz odpowiedź, ale napiszę: nie i to z kilku powodów. Pierwszy jest taki, że w Rossamnnie nie ma zbytnio kosmetyków, które są dla mnie kuszące. Moja kosmetyczna przygoda trwa kilka długich lat i jestem bardzo świadoma swoich kosmetycznych potrzeb. Z półki drogeryjnej używam tuszu do rzęs i kredki do brwi. Mój ulubiony tusz kosztuje 13,99 zł i mogę go kupić po promocji, a w ogóle to obecnie mam jeden tusz w użyciu (ten ze zdjęcia z Eveline jest godny polecenia i będę o nim niedługo pisać) i w celu zaoszczędzenia 6 złotych nie chcę za pół roku otwierać używanego kosmetyku. Kupię go sobie jak będę potrzebować,  ze świeżej dostawy. 


Kredkę do brwi mam w zapasie (czego żałuję, bo w użyciu mam dwie...) i sięgam po te z drogerii ze względu na to, że są wykręcane, bo w naturalnych kosmetykach są takie, które wymagają temperowania, a mnie to zabija. A no i jeszcze lubię drogeryjne pomadki. Chyba najbardziej pasują mi te z Hean, ale ich nie ma w Rossamnnie.


podkłady Annabelle Minerals - klik
bronzer Honolulu Lily Lolo - klik


I no właśnie: w Rossmannie nie ma kosmetyków naturalnych, a te są głównym obiektem moich zainteresowań. Jest Deborah Milano ze swoją serią Pura Formula, ale ich podkłady nie trafiają w moje potrzeby kolorystyczne i w ogóle żaden podkład w Rossmannie nie jest dla mnie odpowiednio żółty i bardzo się denerwuje, jak neutralne cery piszą, że coś jest żółtego. Ma żółte tony: ok, takie stwierdzenie jest prawdziwe, ale jako posiadaczka cery żółtej tyle razy poczułam się zawiedziona poleceniami innych dziewczyn, że jest coś żółtego w Rossmanie. No nie ma, jest co najwyżej ciepłym beżem. Dla prawdziwych żółtych dziewczyn polecam podkłady z Affect, dopiero one są żółte i widać przy nich jak cieliste są drogeryjne kolory określane mianem żółtych...


Z bardziej naturalnych marek jest jeszcze Lorigine, ale kolory ich podkładów (również sypkich minerałów) to beznadziejna klasyka drogeryjna. O niebo lepsze kolory mają polskie marki jak Annabelle Minerals czy Pixie.

----


Z biegiem lat przeszłam z ilości posiadanych kosmetyków w ich jakość. Wolę mieć mniej, ale chcę ich używać z przyjemnością i tych których wiem, że mi służą. Z testerki kosmetycznej, którą byłam na początku bloga, stałam się bardzo świadomą użytkowniczką kosmetyków. 


Pewnie zauważyłaś, że na blogu jest mniej kosmetyków, a więcej świec, książek czy seriali. Nie jest tak, że kosmetyki przestały mnie interesować. Że uważam, że kosmetyki z drogerii są złe. Że kupowanie nowości jest złe. Nie. Uważam, że z kosmetykami mam długą relację, która zaczęła być bardzo świadoma. To oznacza, że czasem nad jakimś zakupem będę myślała przez pół roku albo, że z ogromnej paczki PR zostawię sobie tylko jeden czy dwa produkty. Czy uważam, że dziewczyny, które ciągle testują nowości robią coś złego? Absolutnie nie! Często sama korzystam  z ich wpisów i robią świetną robotę. Ja po prostu wybrałam nieco inną kosmetyczną drogę, która wcale nie oznacza, że w mojej kosmetyczce przestaną pojawiać się nowości, ale jest ich zdecydowanie mniej.



A jaką Ty masz relację z kosmetykami? Co uważasz o promocji w Rossmannie?


Cześć! Mam na imię Ewa. Lubię naturalne kosmetyki, szczególnie pielęgnację. Służy ona mojej cerze, która przez długie lata zmagała się z trądzikiem. Nie szaleję z makijażem, kocham beże, brązy i szarości. Czasem przełamię to czerwienią czy mocnym różem, ale bez przesadyzmu;) Uwielbiam pięknie pachnące wnętrza i kawę z mlekiem

42 komentarze:

  1. Ja chciałam na tej promocji kupić pudry lovely i Wibo, gdy przygotowywałam post o promocji w Rossmanie to zobaczyłam że są akurat s promocji sięgającej 50% to zamowilmaje od razu, tym bardziej że gdy jest promocja na kolorowe to trudno je dostać....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie o takich promocjach piszę:) a można kosmetyk dostać bardzo często w dobrej cenie bez specjalnego polowania raz na pół roku:)

      Usuń
  2. Lubię tę akcję promocyjną, ale kupuję tylko to, czego rzeczywiście używam, uzupełniam zapasy. Ale to prawda, kobietki walczą przy tych półkach jak tygrysy o przetrwanie :D W sumie jak tak teraz i tym pomyślałam, to chyba zdecyduję się na zakupy online :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja już widzę te koszyki wypełnione 5 podkładami...wiem, że mogę niby dla koleżanki, ale na blogach często potem widuję kosmetyki i wszytskie do testów, co z jednej strony jest okay, ale z drugiej zawsze można wziąć próbkę i sprawdzić czy warto kupić całe opakowanie!

      Usuń
  3. O dziwo mam bardzo podobne podejście i nawet podobny temat w zanadrzu:D
    Ja bym chciała dwie rzeczy, ale bić się o nie nie będę:D Jak akurat będę przechodzić koło Ross (u mnie jest pełno tych drogerii) i będą to może kupię, a jak nie to luz bo w sklepach internetowych też widziałam w dobrych cenach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie w mieście są 3 i już widzę te wszystkie opętane kobiety... No właśnie w sklepach on line są bardzo dobre ceny ciągle, może na co dzień nie upoluje się korektora z Wibo za 7 zł, ale za 10 już tak i nie kupi się przy okazji 2 innych kosmetyków, których może wcale nie potrzebujemy...

      Usuń
    2. Uuuu... Przy 3 na całe miasto to pewnie bijatyka:D Ja jak byłam wiosną to ani jednej osoby nie było przy szafie w osiedlowym Ross.

      Usuń
    3. No ja ostatnio zamawiałam on line, poszłam odebrać zamówienie i mówię, że a przejdę się pomiędzy półkami jak czekam... I omg!Kilometrowa kolejka do kasy, każda szafa oblegana...

      Usuń
  4. U mnie w mieście jest jeden Rossmann i delikatnie mówiąc już mi się przejadł. W trakcie promocji jest w nim dokładnie tak jak piszesz. Poza tym nie są dostępne wszystkie produkty, które są w większych Rossmannach, albo online. Ceny też nie zawsze są atrakcyjne, często nawet w sklepach stacjonarnych ceny regularne są niższe niż w promocji w Rossmannie ( nie mówię o tych -55, tylko takich mniejszych). Ostatnio zaczęłam wymieniać punkty na kupony, bo planuję zakończyć romans z Rossmannem z wymienionych powodów i trafiłam na bezsensowną zniżkę. Kupon za 40 punktów na krem pod oczy + płatki pod oczy, - 50% na tańszy produkt. Co to ma być? Płatki kosztuje jakieś 6 zł więc na nich zaoszczędzę 3, a kremy pod oczy kosztują dużo więcej - nie znam kremu tańszego od płatków- więc muszę za niego zapłacić pełną kwotę. Poza tym mój ulubiony tusz do rzęs bourjois volume glamour kosztuje w regularnej cenie w Rossmannie 47 zł, a w internecie nawet 19 zł, więc co to za interes? Nawet w promocji - 55% się nie opłaca, bo promocja jest naliczana od najtańszego produktu i działa jeśli kupisz więcej niż jeden produkt.
    Z sieciowych drogerii zdecydowanie wolę Hebe, bo jest tam wiele marek kosmetyków naturalnych, są też kosmetyki apteczne i wydaje mi się, że większy i lepszy wybór zapachów. Poza tym nie ma tam tak dzikich tłumów jak w Rossmannie.Dlatego kiedy mam wybór wybieram Hebe, chociaż większość kosmetyków kupuję przez internet.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dziś sprawdzałam w aplikacji jakie mam kupony i na co mogę wymienić punkty i śmiech na sali. Mogę kupić podkład i tusz do rzęs za 50%. Normalnie deal życia! Zgadzam się z Twoimi odczuciami co do Hebe. Jest tam sporo naturalnych marek, choć tych z niższej półki cenowej, ale np. w SuperPharm jest Resibo czy D'Alchemy, które bardzo lubię!

      Ja ostatnio wykupiłam darmowe przesyłki na Allegro z myślą taką, aby robić zakupy chemiczne, bo zawsze dostanę coś w dobrej cenie i nie muszę chodzić po Rossmannie czy supermarketach!

      Usuń
    2. Też rozważam wykupienie darmowych przesyłek na Allegro, dokładnie z tych samych powodów. :-)

      Usuń
    3. Ja polecam, zamawiałam już kapsułki do prania, chusteczki do prania, barwnik... Teraz będę płyn do mycia szyb, papier i kapsułki do zmywarki:D

      Usuń
  5. Dla mnie to będzie już którąś z rzędu "promocja" z której nie skorzystam. Przy poprzedniej porównałam na blogu ceny "promocyjne - 55%" z tymi, które udało mi się znaleźć w drogeriach online bez promocji. Nie zdziwi Cię pewnie, że sporo z nich było tańszych niż na tej mega okazji :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że nie! Szkoda tylko, że ten argument nie trafia...

      Usuń
  6. Bardzo fajny tekst! Podpisuje się pod nim wszystkimi odnóżami! Mam bardzo podobne zdanie, jeżeli chodzi o tę promocję. Pisałam nawet o tym kiedyś. Oczywiśćie, zdarza mi się skorzystać w promocji, ostatnio kupiłam podkład z Deborah Milano, a siostra krem BB z Bourjois i cały czas jest w użyciu ;) Ale czasem jak patrze na te polecenia dziewczyn, blogerek, to zastanawiam się czy one faktycznie tych wszystkich kosmetyków używają, czy tylko polecają, bo chodliwy temat... Jakoś wątpię, że taka Maxineczka używa na co dzień podkładu z Rimmel, ale może się mylę. Patrzę na ilość zakupionych kosmetyków w następnych haulach zakupowych (już się pojawiły) i ta ilość mnie zatrważa. Po co komu 5 podkładów? 5 szminek? Dziewczyna odp, ze na zapas, że wszystko inne się jej skończyło. Ciężko mi w to też uwierzyć. A prawda jest taka, tak spekuluję, że Rossmann znalazł świetny sposób na czyszczenie magazynów! Wymiata sobie nadwyżki i potem pobiera świeże kosmetyki (często po promocji pojawiają się nowości, a to dziwny zbieg okoliczności). W tym roku się nie wybieram ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno ma swojego ulubieńca, którego stosuje jak ma ochotę na coś sprawdzonego i wierzę, że jest wiele dobrych produktów z drogerii, ale użycie kosmetyku 2-3 razy i wydanie na tej podstawie opinie jest dla mnie za mało wiarygodne, abym np. kupiłam podkład z jej polecenia, bo ja mam cerę skłonną do zapychania, nie lubi się ona z kiepskimi składami, a po kilku użyciach to przecież nie wyjdzie, ale jak poleca pomadki to mogę kupić w ciemno!

      Ja się zastanawiam po co "normalnym" dziewczynom zapasy... to komuna, że nic nie ma?! I podoba mi się to określenie, że Rossmann czyści magazyny!

      Usuń
    2. Znam youtuberki, które potrafią raz w tygodniu zrobić haul, w którym z wielkiej siaty wyciągają w kółko te same produkty. Ja rozumiem że to vlogerki urodowe i one dużo kupują do testów, no ale ile można? Po co ci 4 bronzer i 7 tusz skoro sześciu wcześniejszych nawet jeszcze nie otworzyłaś? Niektóre dziewczyny zachowują się jakby miał nadejść jakiś kosmetyczny armagedon i one koniecznie muszą się obkupić.
      Poza tym w denkach w ogóle nie widać, że one to zużywają. Zresztą ile można zużyć, przy normalnym stosowaniu kosmetyków? Po swoim własnym przykładzie widzę, że 3-4 kosmetyki pielęgnacyjne miesięcznie, a produkty z kolorówki potrafię mieć po kilka, a nawet kilkanaście miesięcy np palety cieni czy jakieś kredki do brwi,róże, pomadki albo konturówki do ust.
      Jeszcze gdyby to były kosmetyczki, czy makijażystki mogłyby to używać na klientach, ale przecież wiadomo, że większość polskiego youtuba urodowego to niepracujące gospodynie domowe, które nawet nie muszą się codziennie do pracy malować. Czasem pojawiają się filmiki o porządkach w kosmetykach gdzie od razu widać ile tego wyrzucają, bo się przeterminowało, często było użyte jeden raz albo wcale. Jedno wielkie marnotrawstwo produktów i pieniędzy....
      Osobiście mam jedną złotą zasadę, nigdy nie mam w domu więcej niż jednego kosmetyku w zapasie z danej kategorii, a kolejny kupuję dopiero, kiedy ten, którego aktualnie używam, zużyję do połowy, tak żeby w przypadku zdenkowania mieć pod ręką od razu kolejny i nie musieć gorączkowo kupować "następcy". Jeśli nawet zdarza mi się mieć jakiś zapas, to są to kosmetyki, które zużywam w pierwszej kolejności i dopiero jak zużyję zapas, kupuję kolejny z tej kategorii. Dla mnie to bardzo dobra metoda, zapasy się nie powiększają, a ja zużywam kosmetyki świeże i co ważniejsze na bieżąco.

      Usuń
    3. Aniu bardzo Ci dziękuję za wyczerpujący komentarz!

      Ja się też zastanawiam po co tyle kupują, po co tyle posiadają zwyczajne dziewczyny, nawet te, które bardzo lubią makijaż, a właśnie nie zajmują się wizażem zawodowo… To bardzo duże marnotrawstwo pieniędzy. Jeszcze jak dostają, ok, nie marnują swoich, ale czy aby być prawdziwą blogerką urodową trzeba mieć dużo kosmetyków?
      Mi kiedyś chodził po głowie wpis „dlaczego nie ufam blogerkom kosmetycznym, które nie pokazują co zużywają”. Oczywiście zawsze można pokazać pełne opakowanie w takim wpisie, bo często nie widać czy coś jest w środku, ale to właśnie zużycia dają najbardziej rzetelną opinię, szczególnie w przypadku pielęgnacji… I jeszcze jak się dostaje te kosmetyki to pół biedy, ale jak samemu wydaje się na to grube pieniądze, aby pokazać jak najwięcej nowości? Po co?
      Jak przeczytałam Twój komentarz mojemu Lubemu to poprosił o numer do Ciebie, bo z tym zapasem, gdy masz połowę kosmetyku to cały on! Ja często jadę na krawędzi;)

      Usuń
  7. W Rossmannie nie byłam już wieki, a tłumy na na tej promocji mnie odstraszają. Im jestem starsza tym mniej drogeryjnych kosmetyków używam. Nie mam już potrzeby , żeby mieć dużo kosmetyków, teraz wolę mieć mniej ale naprawdę dopasowanych do moich potrzeb. Kiedyś potrafiłam kupić np. dwa pokłady, 3 tusze i kilka pudrów na tej promocji. Potem okazywało się, że podkłady mają dziwne kolory, tusze nic z rzęsami nie robią a puder starcza na dwa miesiące. Teraz wolę wydać więcej na jeden podkład, ale za to mieć go w idealnym kolorze , mieć pewność , że będzie wyglądał dobrze przez 12 h i jeszcze wystarczy i na prawie rok. Kiedyś myślałam, że nie stać mnie na drogie kosmetyki, aż podliczyłam, ile wydałam na pozornie tanie kosmetyki z Rossmanna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie ta taniość kosmetyków jest pozorna. Jak się zsumuje to wychodzi niezła kwota, którą normalnie by się nie wydało na kosmetyki. Ja w przypadku kosmetyków drogich chodzę kilka razy, zastanawiam się czy aby na pewno, testuję, rozmyślam. Nie mówię, że tanie kosmetyki są złe, bo sama kocham miłością wielką tusz za 13,99 i nie wszystko można przetestować przed zakupem, ale nie trzeba kupować 5 korektorów!

      Usuń
  8. Bardzo fajny post, czytałam z mega zainteresowaniem! Nie kupuję na potęgę w Rossmannowskich promocjach, kupuję to czego akurat potrzebuję lub to co mnie zainteresowało i chcę przetestować. Ale rzadko się zdarza, że wtedy jestem akurat w Polsce :) ale w Niemczech na przykład często jest promocja -30% na wszystkie kosmetyki kolorowe w Rossmanie i nie ma mnóstwa ludzi, bałaganu ani nic takiego. Mogę spokojnie kupić to po co przyszłam :) Po prostu tam ceny stacjonarne są o wiele wiele niższe niż w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Polsce też są co i rusz promocje -30% i wtedy jakoś nie ma szalonych tłumów, ale fakt w DE ceny kosmetyków są bardziej przyjemne do portfela, patrząc nawet nie tylko po przeliczeniu, ale w stosunku pensji...

      Usuń
  9. Ja chyba odpuszcze sobie promocje, mysle jedynie o kremie bb od bourjois :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Promocja chyba obowiązuje od 3 produktów, więc chyba się nie łapiesz, ale to jutro się okaże!

      Usuń
  10. mam tak samo; z testerki sięgającej po większość nowości na przestrzeni lat ewoluowałam w bardziej świadomą konsumentkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się też cieszę, że w ostatnim czasie nauczyłam się odmawiać markom, przestałam czuć zobowiązania do paczek PR. Że wszystkiego muszę użyć, że wszystko muszę pokazać...

      Usuń
  11. Ja już od dłuższego czasu nie kupuje nic w Rossmanie, głównie z 3 powodów: 1. Taniej kupie w drogeriach internetowych 2. Wszystko zazwyczaj jest pootwierane 3. Zazwyczaj i tak brakuję kolorów lub produktów rozchwalanych we vlogach na YouTube :(

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja jeszcze mam spory zapas kolorówki i nie kupuję :)

    OdpowiedzUsuń
  13. ja na promocje sie nie wybieram, bo po prostu nic nie potrzebuje, a wiekszosc marek mozna dorwac jeszcze taniej w necie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się:) wyjątkiem jest Wibo, Eveline, Bell, ale one nie są drogie, więc podczas zwykłych promocji można je też ustrzelić w dobrej cenie:)

      Usuń
  14. Promocje w Rossmannie mają swoje zalety, ale ja skorzystałam z niej chyba tylko raz, ale nie jestem pewna czy jednak w ogóle nie... Jak widziałam raz te tłumy babaczek jak na polowaniu, to nawet nie miałam ochoty wchodzić do sklepu. Fakt można zamówić większość produktów przez internet, ale ja akurat kiedy są promocje nic nie potrzebuję. Kosmetyki kolorowe starczają mi na długo, więc kupuję je po prostu jak się kończą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super podejście:) a promocje zawsze są w jakieś drogerii, wystarczy poszukać i nie warto robić zapasów:)

      Usuń
  15. Oczywiście promocja w Rossmannie ma swoje wady, ale wszystko jest dla ludzi :) Mam swoje ulubione kosmetyki, ale promocja pozwala na przetestowanie wielu nowości, z których niektóre mogą okazać się prawdziwymi hitami, dzięki czemu zdetronizują dotychczasowych ulubieńców :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że wszystko jest dla ludzi i podczas testowania nowości można natrafić na jeszcze lepsze kosmetyki:) Ja miałam na myśli bardziej, że kupujesz np. 5 nowych podkładów, aby znaleźć perełkę, ale wzięłaś jeden podkład, choć jest trochę za różowy, drugi trochę ciemniejszy, bo będzie na lato, a nie było jaśniejszego, o trzecim słyszałaś dużo dobrego, a 4 i 5 ładnie wyglądał. Alternatywą dla takiego zachowania może być np. wzięcie próbek z drogerii (bo zazwyczaj są testery) i kupienie jednego, który najbardziej podpasował. Wiem, że np. w przypadku pomadki tak nie można zrobić, ale pytanie czy kupisz sobie 1-2 kolory czy kupisz od razu 5. Najważniejsze to zachować zdrowy rozsądek, patrzeć czego się potrzebuje i policzyć ile faktycznie to oszczędność, bo jak to mówi reklama tyle oszczędzamy ile mamy na koncie:)

      Usuń
    2. Bardzo lubię tę reklamę, o której wspominasz :D W samo sedno ;)

      Usuń
    3. Jedna z fajniejszym przekazem:)

      Usuń
  16. ja kupiłam pomadę do brwi (nie miałam), podkład (kończył mi się) i puder(też się kończył) :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz! Odpowiadam na każdy i bardzo sobie cenię kontakt z moimi Czytelnikami. Komentować mogą tylko zalogowane osoby.

Nie jest to jednak miejsce na wklejanie linków, wiem jak trafić na stronę autora komentarza. Wszystkie wiadomości z linkami usuwam i nie odwiedzam takich blogów. Jeżeli chcesz, abym odwiedziła Twoją stronę napisz mi maila lub wiadomość na Instagramie.